wtorek, 11 listopada 2014

W dniu urodzin najbardziej dziękuje facebookowi - pamięta za wszystkich znajomych!

Przysięgam, że bawi mnie facebook w dniu moich urodzin!!Dzisiaj FB miałam w drugiej zakładce i już po godzinie miałam 2 życzenia. Mam 50 na chwilę obecną z czego kilka od osób, które nawet głupiego cześć na ulicy mi nie mówią! Zastanawiałam się czy nie zablokować przypomnienia o urodzinach, nawet przyblokowałam, ale odblokowałam. W tak dobijający dzień (nie lubie urodzin, życzeń składanych bo trzeba) trzeba się z czegoś pośmiać. W tym roku i tak jest nieźle, zazwyczaj było tak, że prawie połowa osób składających życzenia w realu nie zna lub udaje, że Cie nie zna. Także, jest postęp. Na niektóre życzenia bardzo liczyłam i nie zawiodłam się (dziękuję J., R. i S. i nie wiem który z nich bardziej mnie zadziwił życzeniami), a na niektórych liczyłam i zawiodłam się (no, to powinna być już kwestia przyzwyczajenia - D.), jednak lepsze były czasy gdy FB nie przypominał a telefon mimo to stale brzęczał. Szkoda, że te czasy minęły.
Dzisiaj trochę podsumowań i rozliczeń dokonałam. Czego sobie życzę? Pracy, pracy i samych  5.0 na zaliczeniach na studiach. Aa i zdrowia, bo to bardzo istotne.

Książkę zakupiłam na WA UAM za 15 zł, przeczytam ok czerwca, a kosmetyki na rossmannowej promocji 1+1
Laurka od mojej I. :) w środku życzenia

Plus kwiat i słodycze od odważnych, bo jak to moja kuzynka M. stwierdziła, nie wiadomo co mi kupić. Prawda, ja czasami do niej chodzę z własnym kubkiem z kawą z mlekiem...

sobota, 25 października 2014

Potrzebuję odpoczynku!


To był szalony miesiąc. A dziś od bardzo dawna mogę w spokoju usiąść na moim fotelu z laptopem na kolanach i czytać kolejne inspirujące blogi. Czasami potrzebuje takiego resetu. Mam nadzieje, na wieczorny relaks. Na to, że będę mogła zrobić sobie musli, włączyć film, zapisać rozbiegane myśli na kartce papieru i zrobić coś dla siebie. Choćby miałby to być jedynie pomalowanie paznokci. Potrzebuję tego. Jestem ostatnimi czasy tak zabiegana, zestresowana, że w środę jak musiałam posiedzieć, bo kręgosłup odmawiał współpracy to się zastanawiałam kiedy ostatnio tak robiłam. Nie pamiętam, chyba jak miałam urlop ponad miesiąc temu. A teraz? Teraz wszędzie gdzieś biegam. Do pracy, na studia... Po pracy zawsze coś się znajdzie do zrobienia: a to sprzątanie, a to nauka albo trzeba pójść poprawić recepty do lekarza. Łapię się na tym, że do domu rodziców wpadam na chwilę, robię chaotycznie wszystko na raz i nie mam czasu ani pobiegać ani wyjść z Polą (psem) na spacer. Nie mam na to czasu. Chciałam iść na siłownie, ale nie mam czasu. Ale, ale. Tego przecież chciałam, tak? Chciałam studiować i pracować. Wiedziałam,że konsekwencją tej decyzji będzie brak czasu na cokolwiek. I mi się to podoba, tylko czasami mam ochotę po prostu usiąść i ponicnierobić. 


Podobno lepiej żałować, że się coś zrobiło niż żałować, że się nic nie zrobiło. Cieszę się, że spróbowałam i poszłam na studia, cieszę się, że poszłam na samą anglistykę bez zbędnych dodatków. Gdybym zmieniła zdanie i poszła na etnolingwistykę to bym poległa. Praca plus studia z języka angielskiego to wyzwanie a 3 języki to byłby hardcore.


Jestem zmęczona i źle sypiam, ale nie będę narzekać i odreagowywać swoich emocji na innych. Daję z siebie 200% normy w pracy, na studiach się rozkręcam już do 100%, nie lubię jak mi ktoś utrudnia pracę celowo/niecelowo nie interesuje mnie to, ja mam zrobić swoje. Szanuję pracę innych, ale wymagam, żeby ktoś szanował też to, co ja robię. I nie jestem w stanie robić wszystkiego sama ani wszystkiego na raz. A czasami mam wrażenie, że tak właśnie jest...

niedziela, 21 września 2014

Leniwa niedziela

Spokojna niedziela, tego było mi trzeba po 6 intensywnych dniach! Po urlopie z pracy bym najchętniej nie wychodziła. Mamy gorący okres: przeziębienia, choroby i mnóstwo towaru. Miałam nawet nadgodziny. I pracującą sobotę, po której sprintem zrobiony delikatny make up, wskoczyłam w jedną z moich nielicznych, eleganckich kiecek, na stopy przywdziałam sandałki na płaskim obcasie. Ze 120 km drogi w obie strony zrobiło się ponad 160 km, bo jechałam z koleżankami ze szkoły i jako, że ja miałam najdalej to ja jechałam i to było najpiękniejsze popołudnie w tym miesiącu!! Ba, od ostatniego naszego spotkania miesiąc temu;) Ślub był piękny, Panna Młoda wyglądała pięknie, Pan Młody również. Ksiądz od razu "podbił moje serce" kazaniem. Po prostu było zajefajne ;P Rzadko to mówię, ostatnio tak stwierdziłam jakieś 8 lat temu, po Mszy w Sanktuarium w Ludźmierzu. Wróciłam padnięta i przeszczęśliwa! A dzisiaj odpoczywam po intensywnym tygodniu. Kawa, kalendarz i pamiętnik (posiadam i często w nim piszę, i traktuję jako terapie, miejsce wylewania żalu, łez i radości, by nie zapomnieć chwil dobrych i złych) są niezastąpione. A i tak siedzę przy komputerze...