Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeszłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeszłość. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 stycznia 2017

O przeszłym i aktualnym oszczędzaniu przyszłej matki słow kilka


                Jak pragnę Nobla oszczędzanie nie jest moją mocną stroną. Od około dwóch lat staram się zbierać paragony, zapisywać wydatki w każdym miesiącu i podsumowywać. Niestety, ale mam skleroze i o ile zbieram wydatki to np. takie mniejsze wydatki jak lody we wakacje umykają mi. Ale najważniejsze, że praktycznie 99% paragonów mam. Jednak co z tego? Zawsze rozczulam się, że O Matko z Ojcem ile wydałam, przysięgam, że następny miesiąc będzie lepszy i mniej wydam, a tak naprawdę nic się nie zmienia. Nawet dziele na grupy swoje wydatki:

        I.            Ciuchy – tutaj różnie, czasami zero a czasami się coś pojawia. Jak idę na „odzieżowe zakupy” to już musi być. Największy przestój mam zimą i jesienią oraz wczesną wiosną – jestem zmarzluchem i leniwcem, nie chce mi się marznąć i przebierać.

      II.            Leki – tu też różnie. Zależy czy lekarz mi zmienia leki czy po prostu mam przedłużenie recepty. Czasami są wydatki nadprogramowe, czyli sezonowe np. przeziębienie.

    III.            Kosmetyki – i tu jest masakra. Zawsze sumy mnie przerażają. Najwięcej obiecuje sobie przy tym punkcie. A i tak średnio mi wychodzi oszczędzanie na tym polu. Po projektach DENKO, detoksie kosmetycznym moje zapasy zmalały. I to mocno. Postanowiłam też wrócić do sprawdzonych produktów. Jeżeli coś mi się skończy a nie będę miała w zapasie to właśnie taki produkt kupie. Sprawdzony.

    IV.            Książki, gazety – i tu się rozszalałam. Zazwyczaj kupowałam Joya, glamour lub cosmopolitan czy jakaś kobiecą. Ale to bez sensu, bo przejrzę i wyrzucę, dobre na chwile. A niektóre gazety mają wiecej reklam niż sensownej treści. Jednak z tym trzeba skończyć. W czasie porządków odnalazłam ładną „górkę” gazet, które przejrzeć trzeba. Natomiast książki bardzo lubię i zawsze wybieram tytuły, które się ciekawie zapowiadają.

      V.            Jedzenie – tu też zależy od miesiąca. Czasami są tylko drobne rzeczy, np. butelka wody czy batonik, innym razem parówki, drób czy ryby. Zależy. Ogólnie dieta bezglutenowa do tanich nie należy, ale też nie szaleje.

    VI.            Pozostałe – Misz masz, wszystko i nic. Karma dla zwierząt, jakieś długopisy czy zeszyt, paliwo,  opłaty, karty doładowania do telefonu… Też zależy od miesiąca.

  VII.            Angielski/ hiszpański – Ciężko powiedzieć jak będzie od marca. Zakładam, że na razie nie będę chodziła, więc oszczędzę. Wychodziło mi ok. 280 zł za 4 lekcje angielskiego i 4 hiszpańskiego. Wiadomo, teraz inne priorytety i nawet teraz nie mam tylu godzin, bo nawet bedąc na L4 zdarza się, że mam na głowie inne rzeczy jak badania, wizyty lekarskie, domowe obowiązki, częste odwiedziny znajomych…

O i to są stałe elementy. A żeby oszczędzić to zawsze obiecuję ciąć wydatki. Teraz też. Historia zatacza koło. Przez ostatnie 4 lata byłam w stanie oszczędzić na dwa urlopy w Grecji, nowego laptopa, wszelkie formy nauki języków: pół roku studiów, korki etc. A teraz jeszcze na wyprawkę. Z tego jestem dumna. Pewnie w tej kwestii by się jeszcze coś znalazło. Teraz załamało mnie OC. Panie Boże, poszaleli. Rozbój w biały dzień, że w 2017 zapłace jeszcze raz tyle co w latach ubiegłych… Nie załamałabym się aż tak gdyby nie inne wydatki, nowe i już stałe, a na macierzyńskim wiadomo, nie jest 100% płatne, bo wybieram opcje 80% przez rok, a nie pół roku 100% i drugie pół 60%. Tak więc dopiero przede mną prawdziwe wyzwanie w finansach.  Mam tabele wydatków, którą regularnie wykorzystuję. Przepraszam bloggerów, którzy udostępniają na swoich stronach materiały do pobrania w formie tabel wydatków itp. Niestety, nie mogę się odnaleźć w nich i stworzyłam swoją wersje J W oszczędzaniu na wyprawkę miałam konkretny cel: 3 000 zł do końca lutego. Powiem tyle, jestem na bardzo dobrej drodze w realizacji i zmierzam ku końcowi J

środa, 11 stycznia 2017

Małe Wielkie Zmiany


I tak mamy Nowy Rok. Dobrze i źle. Tyle się wydarzyło w 2016, a jeszcze więcej wydarzy się w 2017. Nie zdążyłam zrobić podsumowań roku 2016, opisać włosowe hity, Korfu, buble, które mi się trafiły w kosmetykach i najważniejsze zmiany. Dlatego szykują mi się 3 osobne posty na styczeń i jeden gotowy do udostępnienia o oszczędzaniu. Perspektywa obecna, więc pewnie wiele się jeszcze zmieni…. Nie jestem zadowolona z siebie, że tak rzadko tu byłam i powstało tylko 5 postów. W tym 3 części projektu DENKO… To nie jest powód do dumy. Jeśli chodzi o bloga mój cel na 2017 to: jeden post na tydzień/dwa tygodnie oraz opcjonalnie: dodatkowy post oprócz tego jednego J

 


Zdrowie i sport

                Pewne zdrowe nawyki wyrobiłam sobie. Nie jest idealnie, że 5 zbilansowanych posiłków, ale jest lepiej. Musiałabym w nocy wstawać i jeść by było 5 posiłków :P Jem co 4 godziny, staram się nie podjadać, ale z tym różnie. Warzywa to różnie, ale owoce już tak. Niestety zgubne są dla mnie wszelkie Kubusie, tuptusie i nektary, soki etc. Dużo cukru, który nie jest dobry dla mojej wagi. W pierwszej połowie roku sport jeszcze uprawiałam: bieganie czasami, rolki nie zdążyłam się rozkręcić niestety i ćwiczenia z Chodakowską.  Teraz już mniej niestety, a trzeba wrócić. Staram się spacerować.

 


Dieta bezglutenowa

Dzielnie trwam od ponad 2 lat J Raz zgrzeszyłam – przyznaje. Wypiłam koktajl i shake w kawiarni na spotkaniu z koleżankami z pracy – tam mógł być gluten i laktoza. Efektem był ból brzucha przez 2 dni. Ale tak się trzymam. Tak jak wyżej zgubne są „kolorowe” napoje, ale bezglutenowe. Lubie swój bez glutenowy sposób gotowania. Już się nawet oduczyłam robić glutenowe rzeczy.  Łatwiej mi wszystko zrobić z mąką kukurydzianą :P

 


Angielski i hiszpański

Przez rok uczył mnie A. hiszpańskiego i ponad rok angielskiego. Teraz głównie sama. Staram się sama. Mam 3 miesiące na poczytanie książek (polskich :P), nauke hiszpańskiego i angielskiego z notatek, bo później to raczej postawie na słuchanie i czytanie krótkich tekstów. Mimo, że A. bardzo dobrze sprawdził się jako nauczyciel to teraz mam inne sprawy i przede wszystkim inne wydatki.  Ale o kwestii oszczędzania to w osobnym tekście, który już powstał. Nie mniej poziom angielskiego wzrósł, świadomość że mówie mnie już nie przeraża i nie sprawia, że się wycofuje tylko mówie: a głównie o to chodziło, żebym przestała się bać o błędy, o to czy dobrze mówie tylko po prostu mówić a reszta sama się ułoży, w końcu gramatykę znam, słówka też.

 


Praca, M., życie prywatne

Nie jestem zwolenniczką pisania o sobie bardzo otwarcie i szczegółowo. Wstawiania swoich czy najbliższych zdjęć. Nawet imiona to pisze tylko pierwsza literkę. I to się nie zmieni. Chyba, że wkrótce z mózgu będę miała kaszkę mannę. Jak to kilka lat temu Anna Mucha nazwała polskie matki. :P Tak, właśnie tak I’m pregnant. Będzie chłopak. Ale nie będę pisała o swoim życiu więcej niż teraz. W pracy jestem na zwolnieniu lekarskim i już się przegotowuje. W dużej mierze postawie na minimalizm, dlatego teraz robie ostrą selekcje wszystkiego co mam w domu. Nie kupuję jak wariatka. Cieszę się z tego co dał mi projekt DENKO i detoks kosmetyczny, bo naprawdę mam mniej wszystkiego. A co za tym idzie: mniej wydaję. Wiadomo, teraz już na to by zbierać puste opakowania nie będzie czasu, więc zaprzestaję, ale jest dużo lepiej niż to co było na początku. Pojawią się pojedyncze wpisy jak wspominałam wyżej.  Ogólnie ubiegły rok był dobry pod względem pracy, więcej działo się w życiu prywatnym za sprawą M. i dziecka. Z perspektywy czasu widzę, że chociaż nie jest tak jak być powinno to był to dobry rok i niczego nie żałuje.

 

Projekt DENKO i detoks kosmetyczny

Jestem bardzo zadowolona z tego, że podjęłam się ich. Jeśli ktoś ma problem z ilością kosmetyków tak jak ja miałam to polecam takie rozwiązanie. Bardzo dobre, można spojrzeć na to z innej strony. Ja dodatkowo miałam motywacje finansową, zaczęłam bawić się w podsumowywanie wydatków i teraz dużo bardziej świadomie kupuje i używam rzeczy. Wierzcie mi, mam teraz tak mało rzeczy, że zdarza się że nie umaluje oczu bo zapomniałam od rodziców do dziadków wziąć tuszu a po co kupić nowy skoro mam otwarty i jeden w zapasie? :D  Nieblogowo detoks trwa dalej, ale nie będzie zdjęć (nie ma sensu – kosmetyki które mam są na dwa domy). Kosmetyki do cery trądzikowej i takie, których teraz nie mogę używać oddałam kuzynce, a to co mogę zostało i używam.

 


Idzie Nowe: 2017 i co dalej?

Tego nikt nie wie. Nie umiem sobie wyobrazić co to będzie i jak. Na pewno do tego momentu kulminacyjnego chce się przygotować. Organizacja przestrzeni, stawiam na minimalizm. Organizacja wydatków. Przeczytanie jeszcze kilku książek, pouczenie się hiszpańskiego i angielskiego. Kolejna mała przeprowadzka  i urządzanie kącika dla niemowlaka i organizacja swojego zakręconego życia. Tyle i aż tyle do zrobienia przed 23 marca, a co później? Czas pokaże…

Zdjecia znalezione w sieci

wtorek, 3 maja 2016

Powrót

 
Mnóstwo czasu minęło od ostatniego wpisu. Co za tym idzie mnóstwo rzeczy się wydarzyło. Złych i dobrych. W pracy zmiany personalne, w moim życiu osobistym też. Nadal M i trochę na innych zasadach niż jeszcze pół roku temu. Nie wiem co się jeszcze w moim życiu wydarzy, mam nadzieje, ze same dobre rzeczy.
 
Na wakacje planuje lecieć w tym roku do Hiszpanii. Poćwiczyć swój hiszpański :) Nie wiem czy z M., obawiam się, że pewnego wakacyjnego dnia mi powie że za dzień, dwa lub tydzień wylatuje na wakacje. Chociaż M to nadal kolega, ale bardzo bliski.
 
Mój nowy nabytek, laptop idealnie sprawdza się by pisać posty nawet podczas oglądania filmów w TV :P Z poprzednim miałam problem, bo bateria wystarczyłaby na max 15 minut pisania :/ Czeka mnie realizacja projektu DENKO bardzo dużego. Pewnie parę rzeczy, które zużyłam umknęło mi i nie znajdą się na zdjęciach, ale nadal jest sporo rzeczy. Będzie co pokazać. Teraz już tylko motywacja by się za to zabrać.
 
Jak tylko zrobi się na tyle ciepło by jeździć na rolkach to startujemy na dobre, na kupno rolek namówiłam M. Ale jeszcze nie było okazji do jeżdżenia. Zaczynam znowu regularniej ćwiczyć. Chodakowska przede wszystkim. Jeśli nie spotkam się dziś z M. to zrobie sobie marszobieg i powoli wróce do biegania.
 
Tak pokrótce opisałam niemal wszystko co było do tej pory od ostatniego wpisu. Na pierwszy rzut oka i po przeczytaniu zorientowałam się, że każdy akapit, każda dziedzina i.... M. Czas pokaże co z tego wyjdzie.

poniedziałek, 6 lipca 2015

Trzy lata blogowania za mną:)


Minęły trzy lata od mojego blogowania w tym miejscu. Początkowo miałam napisać, że nic się ciekawego nie działo, nic wartego zapisania, zapamiętania czy przypomnienia. Ale tak naprawdę na to NIC składa się: 11 miesięcy diety bezglutenowej, moje studiowanie, bieganie i jazda na rolkach, moje zdrowie, konferencja w Poznaniu, relacje z ludźmi, których poznałam przez ten rok, zawirowania w pracy ale też nowe pomysły na życie. A więc jednak coś się wydarzyło.

Na temat diety bezglutenowej nie chcę się jeszcze wypowiadać. Zrobię to jak tylko minie rok, czyli stanie się to 1 sierpnia. Dodatkowo w drugiej połowie lipca jadę na urlop do Grecji (tak się cieszę na ten wyjazd!!!) , więc zobaczymy co tam Grecy mają dla mnie do jedzenia. :P W razie czego na tydzień zostanę wegetarianką lub spróbuje owoców morza... Moje zdrowie to nie tylko dieta bezglutenowa. To też stan psychiczny o którym pisałam też TUTAJ i ten post jest jak na mnie najbardziej osobistym jaki się tutaj pojawił. Nie jestem typem, który mówi i pisze o sobie i swoich uczuciach, emocjach publicznie. Pojawiały się też osobiste wzmianki w innych postach, ale ten akurat obrazuje co mnie ostatnio trapiło.

Teraz się zmienia. Walczę o zdrowie: jestem na diecie, mam pewne problemy zdrowotne, o które muszę teraz zadbać, bo gdyby mi się odmieniło i za parę lat chciałabym mieć dzieci to mogłabym mieć z tym problem. Lekarze nie mówią wprost, ale teraz też nie byłoby łatwiej. To nie jest temat na bloga, więc po prostu wspominam tu o tym, bo to jest teraz część mojego życia. Mam problemy ze zdrowiem i trzeba się tym zająć a za rok bym chciała napisać, że te problemy są za mną. A i nie zapomnijmy o anoreksji, którą mi się wmawia. Nie jestem osobą grubą, ważę ok 50 -51 kg, waga mi spadła, ale nie jestem kościotrupem, nie widzę, żebym była szczupła, jestem normalna. I nawet jestem zdania, że mam za duży brzuch, pupe, uda i nogi. Na moje zdrowie dobrze wpływa wysiłek fizyczny. Uwielbiam rolki. Całą zimę czekałam żeby je założyć na nogi i ruszyć przed siebie, A teraz doszło bieganie, po to by się zmęczyć, odreagować złe emocje, poprawić kondycje, by się sprawdzić i coś (żebym to ja dokładnie wiedziała co...) sobie i innym udowodnić (może że coś umiem? jestem dobra w czymś?), 2 ważnych osób w moim życiu, których niestety już nie ma było związanych ze sportem i chyba to też ma jakieś znaczenie dla mnie, bo gdybym wzięła udział jesienią w biegu na 10 km to by było dla nich, a nie dla mnie, To skomplikowane.

Kusi mnie powrót na studia. Nie UAM i filologia angielska (tęsknie, ale wiem że to by było ciężkie i mogłabym znowu nie podołać fizycznie), ale bliżej Konin albo kursy kwalifikowanej pierwszej pomocy, BHP czy języka migowego. Lub studia: bezpieczeństwo wewnętrzne odpada, bo 3 zjazdy w miesiącu, więc mimo,że sam kierunek fajny, to nie da rady - pracuje w dwie soboty w miesiącu. Albo inżynieria bezpieczeństwa i higieny pracy - blisko, zjazdy co dwa tygodnie i cenowo też dobrze. Ale to zależy od pracy - jaka ekipa będzie, czy będę się mogła zamieniać i w ogóle. Od zdrowia. Jest jeszcze sporo czasu. Na UAM trafiłam na świetnych wykładowców i studentów. Co rusz to lepiej trafiam;)

To był trudny rok, mam nadzieje,że najgorsze za mną a będzie tylko lepiej i dla mnie znów zaświeci słońce tak jak na fotce powyżej. Miałam nieodpartą potrzebę zmian i dlatego jest nowy, jasny wygląd bloga.Ta czerń mnie zaczęła przytłaczać.

środa, 2 lipca 2014

Dwa lata później...

Swoje życie osobiste próbuje po raz kolejny ułożyć. Żaden klocek do siebie nie pasuje. Tyle sprzeczności. Już  lepiej niż rok temu, gdy zapadłam w jakiś dziwny marazm zimowo-wiosenny. Ale nie mogę się we wszystkim odnaleźć. Zwłaszcza w sferze uczuć. Boje się, uciekam i nie pozwalam nikomu zbliżyć się do mnie. Jak czuje, że ktoś przekracza magiczną, niewidzialną granicę to wtedy ja wymykam się i znikam. Mam niemal 23 lata, słyszę powinnaś mieć chłopaka, założyć rodzinę, ja w twoim wieku miałam już dziecko roczne, dwuletnie etc. Krew mnie zalewa, bo ja nie chce! Zostałam nazwana Królową Lodu przez kuzynkę, bo nie mam chłopaka. A to jest tak jakbym nie miała uczuć. W pracy mówią, że jestem twarda psychicznie. To prawda, nie pokazuje uczuć na zewnątrz, do chorób podchodzę medycznie, chyba, że ktoś z bliskich mi osób choruje poważnie. Dzieci naprawdę chore, takie, które męczy bardzo grypa czy choroby wieku dziecięcego oraz z wadami wrodzonymi siłą rzeczy wzbudzają moje współczucie i uczucia i nie ma znaczenia, że ja nie chce mieć własnych dzieci. Nie płacze publicznie od ponad 5 lat. Nie zobaczysz moich łez. Płaczę w „poduszkę”, nie lubię okazywać uczuć, z prostej przyczyny: zawsze jestem tą, która wysłuchuje, a gdy ja chcę się wyżalić to nie ma już tej osoby, bo brak czasu. Powraca, gdy ona znowu musi się wygadać. Tak jak było w przypadku D. Swoją drogą, w zeszłym roku widziałam się z nią dwa razy. Raz w połowie sierpnia jak sama chciała się spotkać i gadała głównie o sobie oraz drugi raz w sylwestra czy też tuż przed sylwestrem przez przypadek w aptece. Była chyba od świąt, no ale nie miała czasu napisać. Cóż… A jeśli chodzi o facetów to wciąż mam w głowie Wicia, mimowolnie porównuje ich. Wiciu był moim kolegą. Tylko i wyłącznie. Zmarł 5 i pół roku temu, ale chyba dopiero po 5 latach pogodziłam się z tym, że zmarł. Ale nie na tyle, by przestać stawiać go sobie za wzór faceta, z którym chcę spędzić resztę życia i żeby był ojcem moich dzieci. Jedynym wyjątkiem był J., tylko teraz wychodzą na światło dzienne takie rzeczy o nim, że nie wiem co ja w nim widziałam. Pierwsze wrażenie jednak nie myli. W przypadku D. mnie nie myliło (po pierwszej klasie liceum chciałam się przez nią przenieść do innej szkoły…) i tak samo w przypadku J. gdy początkowo miałam go za popaprańca, który się wywyższa, co to nie ja. Nie zmieni a to faktu, że gdy się już w nim zakochałam (tak, ja się zakochałam) to był dla mnie jak istotą nadprzyrodzoną, bez wad za to same ochy i achy. Niestety, ale był jedynym facetem, o którym pomyślałam, że mogłabym mieć z nim rodzinę. Pierwszy raz w życiu widziałam siebie w białej sukni, jako matkę i żonę. On na to nie zasługiwał. Zresztą to nie jest ważne. Rok temu o tej porze, pisałam, że nie wiem jak to się potoczy, czy go straciłam. To już koniec, nie ma już żadnego uczucia. Cieszę się, że miałam możliwość pomyśleć o sobie w inny sposób. Nie tylko praca, praca i dla odmiany praca. Aa i angielski jeszcze do tego. Był miłą odmianą.
Właśnie praca i angielski: najważniejsze aspekty mojego życia. Za 4miesiące będę pełnowartościowym pracownikiem. Bardzo lubię swoją pracę. Nie jestem ekspertem, wciąż się uczę. Łapię się, że mało wiem, że koleżanki wiedzą więcej. Tylko, że one mają kilka – kilkanaście lat praktyki za sobą. A ja bym chciała mieć ich wiedzę i doświadczenie po nieco ponad półtora roku. Naiwna… Drugi to angielski. Już nie raz mówiłam, że kocham ten język i nie wyobrażam sobie, że kiedyś przestane się go uczyć. Maturę zdałam, co prawda mogło być lepiej, bo tylko 43%, a ciągle słyszę, że to dobry wynik i np. A. stwierdziła, że ona by nie zdała, a wynik jest super…. Za dużo czasu, serca i pieniędzy w to włożyłam. Matura nie odzwierciedla postępu jaki zrobiłam. Widzę różnicę między tym jak zaczynałam i byłam zielona, a końcem, gdzie parafrazy zdań przychodziły mi tak naturalnie jak na przykład obliczenia potrzebne do zrobienia maści czy roztworu na skóre z antybiotykiem.

Przez ten rok dużo więcej było o kosmetykach niż wcześniej. Projekt DENKO zawojował moją łazienką i dobrze, bo dużo zużywam, nie leży i nie terminuje się to wszystko. Teraz mój kosmetyczny odwyk trwa w najlepsze i dobrze – pozbędę się zbędnego balastu J Chciałabym, żeby jednak mniej było o kosmetykach a więcej ogólnie, o tym co czuje, myśle. Te wpisy odnośnie mojego życia pokazały mi ile się zmieniło. Przez pierwszy rok było tylko staż, praca, angielski. Teraz, kiedy moje życie jest w miarę stabilne, przez większą część mojego ostatniego roku moje życie wyglądało tak, jak tego bym chciała (pomijając kwestie mojego zdrowia, które szwankuje. Zaraz rok minie a ja nie mam konkretnej diagnozy. Jest tylko leczenie objawowe, dieta i kilka hipotez). Żyłam angielskim i pracą. Nie ma miejsca na uczucia, czy myślenie o przeszłości, o niewłaściwych osobach. Chcę by tak wyglądał mój przyszły rok. Chcę zacząć studia i żyć tylko nimi i pracą. Tak jest łatwiej. Wiem, że kiedyś obudzę się z ręką w nocniku. Sama, bez rodziny, najbliższych przyjaciół. Na przyjaciółce się zawiodłam i chyba drugi raz już bym komuś tak nie zaufała. Na matkę i żonę się nie nadaję, a dzieci to właściwie mieć nie chcę. Chcę spokoju i stabilizacji a to mi daje angielski i apteka.

sobota, 10 sierpnia 2013

Mnóstwo wątpliwości w głowie...

Witajcie, tego posta a właściwie jego tematyki nie planowałam. Wszystko wydarzyło się nagle i bez mojego bezpośredniego udziału. Wczoraj napisała do mnie D. W pierwszej chwili nie wiedziałam, że to ona. Nie mam jej nr w kontaktach, ale kiedyś pisałyśmy, więc gdzieś już w wiadomościach był i po treści skojarzyłam. Pisała, że będzie na weekend i czy możemy się spotkać. Ok, a że mogłam od razu napisać, co nie zawsze się zdarza to odpisałam, ze ok, tylko jestem do 19 w pracy i w ogóle. W piątek jej nie pasowało, ale zaproponowała sobotę. O ja naiwna jeśli myślałam, że po tak długim czasie się spotkamy. Miałam jechać do domu, bo mam wolny weekend, ale ok po 16 jadę do ciotki, więc do 16 mam czas. Do domu i tak pojadę wieczorem, więc tak napisałam. Nic, cisza. No kurde, mam jakieś plany i w ogóle, więc chce wiedzieć co i jak. Dzisiaj wysłałam jej znowu SMSa co i jak ze spotkaniem. Odpisała od razu, że jej mama ma remont i pomaga, więc nie wie czy do 16 się wyrobi. WTF? Chwilowo jej nie odpisałam, wolę tutaj napisać co i jak, żeby nie odpisać czegoś nie przemyślanego i dopiero jej coś napisać.
Czy ona jest poważna? To nie jest liceum, gdzie mam plan zajęć, zajęcia pozalekcyjne od poniedziałku do piątku a w weekend robisz co chcesz ew. uczysz się na sprawdzian. A we wakacje hulaj dusza piekła nie ma.
Mimo, że przestałam patrzeć jak ludzie mnie postrzegają. Zaczęłam mówić czego chce i czy JA tego w ogóle chce. to są chwile, że jeszcze się waham. Wczoraj mogłam powiedzieć, że nie, mam inne plany. I tak by było najlepiej. Ale zrobiłam to ze względu na czasy licealne. Głupio się kłócić, nie odzywać się do siebie mimo, że się było przyjaciółmi. Jest tyle rzeczy, które powinnyśmy sobie wyjaśnić. Bo nawet jeżeli trzeba zamknąć za sobą przeszłość i skończyć stare przyjaźnie to trzeba to zrobić jak człowiek. Po wyjaśnieniu mogę zamknąć te niedomknięte drzwi z napisem Przyjaźń z D.
Boże, widzisz i nie grzmisz.... Było tak pięknie, zapomniałam o tym co było. Nawet nie kusiło mnie, żeby do niej napisać..

wtorek, 2 lipca 2013

Rocznicowo:)


Czas na podumownie mojego rocznego pobyty w blogosferze.  Początkowo myślałam,że niewiele przez ten rok się wydarzyło. Jednak pamięć czasami zawodzi i czytając po kolei, od początku trochę się działo. Z pierwszą notką miałam wrażenie, że to było wczoraj. Ten czas tak szybko leci. Przez rok zdążyłam przeżyćswoje ostatnie wakacje (stres, lenistwo i sprzątanie), dostać kota na punkcie kota, dostać staża a nawet studiować! Pomyśleć, że to byłowszystko w jednym roku.


Muszę przyznać,że brakuje mi nauki.Takiej wiecie, dzień koło dnia. Człowiek za młodu narzeka na szkołe, a później  ją docenia. Chyba ze względu na konkretne godziny,zmiany jak były to małe. A przez pół roku bez zmian i to ok. Uczelniane godziny zajęć mało mi odpowiadały,  bo miałam wolne godziny między zajęciami i to nie były po 45min, tylko więcej a wiadomo jak się dojeżdża to cały dzień mi schodziło. Ten angielski teraz niby mam, ale to tylko wieczory dwa razy w tygodniu. Na nauke nie zawsze jest czas i siła po pracy. Teraz będę miała wakacje to odpocznę. A później może rzeczywiście zaoczne studia? Chciałabym angielski zaocznie albo lepiej angielsko-rosyjski. Tylko jest angielsko –niemiecki, albo rozsyjsko – angielski. Z deszczu pod rynne. Tylko Kalisz, Łódź,Poznań, Warszawa. W tej miare najbliższej okolicy (tak blisko to też tam nie mam,ale połączenie dobre).

Ten rok był ważny dla mnie ze względu na staż. Upragniony staż. Dziś już minęło 8 miesięcy mojego stażu. Niewiarygodne. Czas szybko leci.W związku z tym moje życie kręci się wokół stażu. Chyba zapomniełam pochwalić się,że przedłużyli mi umoweJ O jejku do końca grudnia 2019 roku. Najpierw przez telefon myślałam, że się przesłyszałam. A jak zobaczyłam umowę to uwierzyć nie mogłam. Teraz zaczeły się urlopy i już nie jest tak fajnie, mniejszy skład = więcej obowiążków = mniej czasu na inne obowiązki.

W ogóle w tym roku zapadłam w jakiś marazzimowo –wiosenny. Nic mi się nie chciało, nie miałam czasu, byłam zmęczona. Teraz już powoli wszystko wraca do normy. Bardzo powoli, ale odżyłamJ

Co się w moim życiu zmieniło i było dla mnie ważne przez rok?

- staż, niemal każda notka zawiera słowo: staż, praca, apteka, farmacja

-angielski, lubie języki, lubie się uczyć angielskiego, chwilowe studiowanie  i plany uczelniane na przyszłość

-w moim blogu pojawił się PROJEKT DENKO,co sprawiło, że mam większe obeznanie w dermokosmetykach, to co używam ma znaczenie dla mnie, próbuję być konsekwentna i sumienna w zużyciach, a nie tak jak do tej pory. Mam kontrole nad tym, co mam w domu, na co wydaję pieniądze

-znajomi, były jakieś tam spotkania. Jedne gorsze drugie mniej. Inne się nie odbyły. Ale co tam. Dwa lata mija jak się z D. nie widziałam. Chyba się trochę ociepliła znajomość, ale taki dystans zachowujemy, że aż sztucznie to wychodzi.

-J. , to skomplikowane.  Zbyt skomplikowane. Nie wiem co ja czuje co On. Jest jeszcze Ona. A może już inna? Nasze drogi już trochę rozeszły się. Jednak emocje nadal są. Co z tego wyjdzie? Czas pokaże.

Co straciłam?

-Wydaje mi się, że straciłam J., ale tak jak mówię:czas pokaże co ztego wyjdzie.

-czas na zajmowanie się pierdołami, NicNieRobienie jako efekt marazmu. W efekcie zostałam sama.

 

Jakieś plany, nadzieje?

Staram się dużo nie planować, bo im więcej planuje tym mniej mi wychodzi. Ale tak ogólnie:

- te studia spędzają mi sen z powiek:zacząć  teraz czy po stażu? Oto jest pytanie

- chcę być systematyczna i konsekwentna, ale mam słabą silną wolę leniwca

Nie lubię tak podsumowywać, bopewnie o połowie rzeczy zapomniałam. Jednak będę dalej blogować, więc kiedyś mi się przypomnijJ

niedziela, 5 maja 2013

Zmiany

Dzisiaj weszłam na moje dwa dawne blogi na onecie. Trochę się tam zmieniło. Bez mojej wiedzy. Już nie potrafiłabym się tam odnaleźć. Na początku lipca minie rok od mojego blogowania tutaj i jestem szczęśliwa,że w odpowiednim momencie onetowych zmian tu przyszłam. Jednak nie o tym, bo nie minął jeszcze rok nie czas na podsumowania. Weszłam na swoje onetowe blogi, żeby sprawdzić, czy część życia, którą tam zostawiłam  nie przepadła już w internetowy niebyt. Nie, nie przepadła. A ja miałam okazję przejrzeć notki,które tam wstawiałam. Niektóre rzeczy jakby wydarzyły się wczoraj! Nawet jak spojrzałam na datę to nie mogłam uwierzyć, że to nie było rok temu a dwa lata temu! Margolka pisała w notce kolejny roczek o zmianie w pisaniu. U siebie też to zauważyłam. Pewnie jest to też spowodowane tym, że teraz nie chodzę do szkoły, bo dużo było o tym, że się uczę albo o pierdołach szkolnych. Teraz też jest o pierdołach, alezinnej dziedziny mojego życia. Zmieniam się cały czas ja i to,co się dzieje wokół mnie. Czasami jak patrzę na archiwum bloga (spojrzałam też na onetowych!) i widze marzec (1), kwiecień (1) to mi żal,że tak zaniedbuję to miejsce. Nie piszę tu, bo muszę, tylko dlatego, że chcę. Jest to pewien rodzaj terapii, a czasami (tak jak teraz) mogę napisać to, co czuję a nie powiem najbliższej rodzinie czy znajomym. Jest mnóstwo takich spraw, a czasami nie mam słów,żeby to opisać. Albo mam i już chcę coś napisać, ale boję się Waszej opinii. W każdym razie ewoluuję. I chyba czas się tu pojawiać coraz częściej:)

piątek, 3 maja 2013

Zwariowany czas

Ten czas nie jest dla mnie łaskawy. Ciągle coś się dzieje. Zawsze lubiłam jak coś się działo. Teraz odwrotnie. Najchętniej siedziałabym w domu, w pokoju i koniec. I niestety jest to taka sinusoida uczuć, humorów. Teraz jestem zła,wściekła, za chwilę będę smutna i rozżalona na cały świat.A później już mi jest lepiej i się śmieję, i raduję. Nigdy się tak nie zachowywałam. Naprawdę jest to dla mnie nowość. Zachowuję się strasznie egoistycznie,egocentrycznie. Dopóki chodziłam do Medyka nic takiego nie miało miejsca. Miałam dużo zajęć i tym się zajmowałam. Znajomych miałam na co dzień, po szkole telefon. Teraz każdy poszedł w swoją stronę. Chociaż nie, spotykamy się, piszemy,ale to już nie jest to. Później była długa przerwa. Taki totalny luz. Być może to były moje ostatnie prawdziwe wakacje? Postanowiłam, więc odpocząć na maksa. Zasmakowałam życia "kury domowej": wszyscy wychodzą,ja sprzątam, gotuję, wypiorę itp, itd. A na dodatek miałam czas, żeby wypić kawę i zająć się sobą! Teraz już tak nie jest. Ciągle tego czasu mi brakuje. Ciągle chce być doceniana, zauważana. To nie jestem ja! Nigdy taka nie byłam!. W liceum, owszem cieszyłam się, że ktoś mówił, że mam dobre stopnie, jestem w czołówce ze średnią na koniec, mature próbną z matmy napisałam najlepiej w szkole czy że coś zrobiłam. W Medyku też się cieszyłam z tak drobnych rzeczy. A teraz? Teraz zachowuję się jak taka mała, rozkapryszona dziewczynka, której wystarczy coś innego niżby oczekiwała powiedzieć i zaraz się pogniewa.Potrafie być niemiła, opryskliwa i choć mam wyrzuty sumienia,to nic to nie zmienia. Nie umiem powiedzieć przepraszam, przyznać się do błedu i za niego przeprosić. Nie odpowiada mi to w ogóle. Chciałabym to zmienić. Tylko jak? Może jest to spowodowane tym,że jestem sama? Tzn. Chłopaka nie mam (do tego już się przyzwyczaiłam, ale to osobna notka) i brak znajomych? Znajomi byli, ekonomik, medyk, gimnazjum, podstawówka, ale to wszystko się rozeszło. Chyba mnie to życie przerasta. Do dorosłości nigdy nie dojrzałam.

niedziela, 20 stycznia 2013

...

Czas biegnie jak oszalały! Już trzy tygodnie nowego roku. Próbuje się zorganizować. Wychodzi mi to raz lepiej raz gorzej. Ostatnio codziennie robiłam jakieś nadgodziny. A jak nadchodzi weekend to tylko bym spała! Lubie to co robie, chociaż czasem nie jestem w stanie robić 5 rzeczy na raz, tym bardziej, że nie jestem tam sama. Ale mamy nowy tydzień i nowe zadania przed sobą. Tym razem w okrojonym składzie - urlopy. Damy radę. Wczoraj na TVN leciały dwa fajne filmy: "Uwierz w ducha" i "W chmurach". Dwa filmy,niby o miłości, ale dla mnie zupełnie inne spojrzenie na miłość. W "Uwierz w ducha" wielka miłość postaci grających śp. Patricka Swayze i Demi Moore. Gdzie duch Sama pomagał i pilnował bezpieczeństwa Molly. Jednocześnie sprawiał, że osoby winne jego śmierci ginęły i nie uczyniły jej nic złego. A w "W chmurach" mega przystojny George Clooney wciela się w Ryana zwalniającego ludzi i latającego w ten sposób po całej Ameryce spędzając poza domem ponad 320 godzin. Dom- tow jego przypadku cztery ściany, kilka mebli i wódka na drzwiach lodówki. Gdy poznał Alex chciał zmienić swoje życie, częściowo praca to sprawiła, bo mieli zwalniać przez skype, więc praca na miejscu. Poleciał do niej do Chicago i odkrył,że ma męża i 2dzieci, a on był odskocznią. Mi niestety bliżej do drugiego filmu. Przez całe liceum i Medyk twardo odsuwałam od siebie myśl o jakichkolwiek związkach. Zasłaniałam się brakiem czasu, dojazdami, maturą, egzaminami etc. I zostałam sama z niczym. Tak, ok. Młoda jestem.Wszystko przede mną. Inni mi wróżą staropanieństwo (w wieku 21 lat,no rocznikowo 22, ale to za 10miesięcy:)) Brak czasu, praca i nauka nadal pozostały. Dobra, koniec! Robie się monotematyczna. Wróce lepiej do angielskiego i farmacji. To zostaje:)

niedziela, 2 grudnia 2012

Rocznicowo:)

Dzisiaj mija dokładnie rok od mojego zdanego egzaminu na prawo jazdy:) Za 3 podejściem, z małym poślizgiem (ze względu na ten cholerny wyrostek;/). Ale teraz jestem szczęśliwą posiadaczką plastiku - dok. pod nazwą prawo jazdy:P Dziękuję za uwagę, padam na twarz, więc dobranoc:)

poniedziałek, 2 lipca 2012

Czas uporządkować swoje życie

Jak zwykle, gdy mam ‘wielkiego stresa’ (czytaj: matura, ważne egzaminy) to na równi z nauką w myślach układam plan sprzątania na PO egzaminach. Nie inaczej było tym razem. Zapatrzona w fantastyczny (moim zdaniem ) program Małgorzaty Rozenek „Perfekcyjna Pani domu”  postanowiłam, że po egzaminie potwierdzającym kwalifikacje zawodowe posprzątam dokładnie dom. Zaczęłam już w kilka godzin po ostatnim egzaminie, a uwierzcie było co, tym bardziej, że mam taki dziwny zwyczaj nauki, że nawet jak coś mam w książce czy w zeszyci MUSZE przepisać na kartkę, najlepiej kolorowo i wypunktować najważniejsze, żeby to zapamiętać. Przez dwa lata trochę się tego nazbierało i po posegregowaniu na właściwe sterty notatek zrobił się chaos. Chaos dla wszystkich nie dla mnie. Ja widziałam gdzie co mam i która sterta co zawiera. Oczywiście wszyscy mieli zakaz ruszania notatek, bo ja się pogubię  w nich a szkoda mi czasu na szukanie dzień przed egzaminem notatek. Tak od tego momenty minęło dwa tygodnie a szał sprzątania trwa cały czas i jeszcze trwać będzie.  Wysprzątałam w domu u rodziców ze strychem i garażem włącznie. Zostały mi do przejrzenia stare Joy’e. A najprawdopodobniej od czwartku remont u dziadków, a że dziadkowie są starsi to Niezapominajka będzie szykowała mieszkanie do remontu (aż się cieszę na myśl ile to niepotrzebnych rzeczy nazbieranych przez lata wyrzuce!!!!), nadzorowała prace malarza, sprzątała (jak znam życie burdel w całym mieszkaniu mimo malowania w pokoju i łazience…) .
                Tak naprawdę to całe sprzątanie jest przykrywką, czymś co sprawi, że choć na moment zapomnę, odwrócę swoją uwagę od spraw ważniejszych. Dawno mnie tu nie było, nie pisałam, co w moim życiu się dzieje. A dzieje się. Od 2 lat niezmiennie dzieje się. Staję się innym człowiekiem. Niektóre rzeczy są dla mnie czymś nowym, nie umiem sobie poradzić z niektórymi emocjami, choć pewne rozdziały swojego życia pozamykałam, jednak nie domknęłam drzwi do końca i wracają a wraz z nimi wątpliwości. Tak jak na przykład sprawa z moją dawną „przyjaciółką” Darią. Za jakieś dwa tygodnie minie rok, odkąd się nie widziałyśmy.  Po roku stwierdzam, iż nie wiem czy słusznie do końca postąpiłam. Ostatnio coraz częściej walę prawdę miedzy oczy, to Duzy postęp nawet gdyby na 10 takich sytuacji powiedzieć  jeden, jedyny raz prawdę co czuje i czy mi to odpowiada to duży postęp. Może to moja wina, że jak mi coś nie pasowało, jak wiedziałam, że ściemnia to nic nie mówiłam. I się uzbierało. Wystarczyło, że zaczęła kręci z przyjściem na grilla do mnie i powiedziałam, co myślałam.  Trochę bolało mnie, że ja dojeżdżając do szkoły codziennie 30 km w jedna stronę i ucząc się dużo potrafie znaleźć czas na spotkanie się przy kawce z nią i gadanie o pierdołach godzinami . A ona rzucając studia po miesiącu, znalezieniu pracy dopiero jakoś pod koniec zimy (o czym i kilku innych rzeczach wiedzieli wszyscy oprócz mnie) nie potrafiła znaleźć nawet godzinki, wykręcając się brakiem czasu ( o zgrozo! Opieka nad prawie rocznym dzieckiem, którym w ciągu dnia zajmowała się również matka Darii i siostra… a korki z niemieckiego na rozszerzoną maturę miała raz w tygodniu 2h.) i paroma kłamstwami. Próbowała nawiązać jakiś kontakt w październiku tylko… Problem polega na tym, że nie miała nikogo w pobliżu komu mogłaby się wyżalić, wiec postanowiła napisać do mnie na FB. Później, jak leżałam po operacji, to w sumie ja do niej pierwsza napisałam, bo jej siostra młodsza lezała ze mna na Sali i napisałam jej, że Sylwia jest po operacji. Sama nie napisała, co u mnie. A nie przepraszam napisała na tablicy na FB co słychać chorowitku, jak zdrowie? Przemilczę, że nie chciałam, by dużo osób wiedziało, co z moim zdrowiem. Wiedzieli Ci co powinni: klasa i nauczyciele (mieli prawo, w końcu prawie miesiąc mnie nie było, wyszłam w połowie zajęć, bo źle się czułam, a facetowi od WF dziewczyny wkręciły, że to u niego na lekcji się stało mimo, że nie dotrwałam do WF) i najbliższa część rodziny. Ot co. I ostatni raz miałam kontakt z nią dokładnie 8 listopada, gdy wyslalam jej życzenia urodzinowe. Tydzień później już mi zyczeń nie złożyła, święta też nie. A wspólni znajomi z liceum się ode mnie ostatnio dziwnym trafem odsunęli. Do tego stopnia, że nawet nie odpisują na SMS-y czy na wiadomości na FB. No i generalnie mam dylemat w związku z tym czy napisać do niej, uderzyć się w pierś i powiedzieć moja wina, przepraszam i starać się odnowić znajomość czy olać i żyć dalej. Tylko zaprząta mi to głowę porządnie.
                Nie tylko to zaprząta mi głowę teraz, ale to temat na osobne notki;) Przy okazji chce przeprosić Sylwie z kaktusiknawakacjach i Simply Pixi, ponieważ nie mogę dodac komentarzy na waszych blogach. Próbowałam kilka razy i nie powiodło się…;/