Pokazywanie postów oznaczonych etykietą codzienność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą codzienność. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 listopada 2017

Coś ważnego...

Po urodzeniu się Syna coś się zmieniło. Oprócz nowych uczuć, nowych codziennych rzeczy i sytuacji jest pełno nowych wyzwań. Opieka to jedno. Ale krążymy między domem moich rodziców a dziadków. Jak to przy dziecku pełno rzeczy. Potrzebnych i tych które lepiej mieć niż nie, np. dodatkowe ubrania, witaminy, butelka, ewentualny słoiczek obiadek/deser, aspirator. To zestaw na dłuższy wyjazd. Plus moje rzeczy. Plus jak wracam od dziadków to jeszcze torebka od babci. Plus zakupy. Jest tego ogrom.


Kiedyś było podobne, lecz z kosmetykami. Nie było dziecka. Zawsze się chciało wiele zrobić. Naraz. Teraz też, chociaż czasami odpuszczam sobie. Jutro planuje zrobić szkolenie do pracy. Bo na urlopie macierzyńskim planuje zrobić w tym kierunku ile się da. Do powrotu do pracy zostało ok. pół roku. Zleci jak z bicza strzelił. Jak dotąd na platformie mam 31 szkoleń. Będzie super jak zrobie 75% a najlepiej wszystkie :D Taki mam plan :P


Projekt DENKO był super sprawą. Nie mam czasu ani miejsca na trzymanie pustych opakowań. Ale znalazłam projekt D.O.M. czyli domowa organizacja minimalistyczna. I podejmuje to wyzwanie :D

PO CO?
Po to by za każdym razem nie przewozić połowy rzeczy dziecka. Ani swoich. Po to by to usprawnić. Po to by nie zapominać o rzeczach ważnych.

Co będę porządkować?
  • rzeczy Syna - część u dziadków można powiedzieć, że zrobiona. Dziś jestem u rodziców. Więc zrobię to jutro.
  • rzeczy za małe - pochować w pudełko i na strych
  • notatki, kalendarze
  • zdjęcia na telefonie, laptopie i albumie
  • zrobić liste MUST HAVE co  musze zabrać jak będę wracała do dziadków. A wcale nie łato pamiętać o wszystkim
  • zrobić liste co będę musiała kupić na rozmiar 80. Zaczynają się pytać co kupić na święta
  • kosmetyki
  • pamiątki.



Cały projekt, pomysł plan znajdziecie na http://designyourlife.pl/organizacja/projekt-dom-domowa-organizacja-minimalistyczna/

poniedziałek, 17 lipca 2017

O Matko i Córko, A właściwie o Matko i Synu :D

Już jest, już jest !!!! :) I ma prawie 4 miesiące :) Skończy je w czwartek :P Powoli już się z tym wszystkim okołodzieciowym światem ogarnęłam. Chociaż czasami i taki jest stos rzeczy do wyprasowania a drugi do prania :P Młody teraz śpi, a ja chciałam tu coś napisać. Wiem co sobie obiecałam na początku roku i jak zawsze wyszła lipa... Zajdą tu małe zmiany, jak w moim życiu. Jeszcze sama musze się uporać z tym, co musze zrobić poza opieką i pielęgnacją niemowlaka. Na pewno blog i tu też małe zmiany, angielski i hiszpański - we własnym zakresie, czytanie książek (czytam w trakcie karmienia), zapisuje wydatki (must have), robienie hybryd. Pewnie coś się jeszcze znajdzie. Ale jak dotąd to wszystko. Dziś mam dzień na bloga - dlatego powstaje notka. Jest jeszcze jeden blog , ktory powstal po porodzie. Chcialam miec miejsce by opisac co sie dzieje gdy rodzi sie dziecko i jak to wyglada od kuchni. Musze pomyslec jak to połączyć. Poniedzialek to bedzie dzien na blogowanie tutaj. Ten tydzien zostawiam sobie na znalezienie pomyslu, burze mozgow w tematach i ewentualne szkice tematow.

Mysle,ze bedzie cos o ksiazkach, o nauce jezykow, aktualizacja wydatkow, hity i buble kosmetyczne, moze i o ciuchach sie pojawi cos. Pewnie za jakis czas sprawy remontowe tu porusze, ale nie wiem na jaka skale bedzie remont i od razu co bedzie na blogu. Nie obiecuje poprawy w pojawianiu sie tutaj, w pisaniu, bo z tym bywa roznie, zwlaszcza przy malym dziecku

wtorek, 3 maja 2016

Powrót

 
Mnóstwo czasu minęło od ostatniego wpisu. Co za tym idzie mnóstwo rzeczy się wydarzyło. Złych i dobrych. W pracy zmiany personalne, w moim życiu osobistym też. Nadal M i trochę na innych zasadach niż jeszcze pół roku temu. Nie wiem co się jeszcze w moim życiu wydarzy, mam nadzieje, ze same dobre rzeczy.
 
Na wakacje planuje lecieć w tym roku do Hiszpanii. Poćwiczyć swój hiszpański :) Nie wiem czy z M., obawiam się, że pewnego wakacyjnego dnia mi powie że za dzień, dwa lub tydzień wylatuje na wakacje. Chociaż M to nadal kolega, ale bardzo bliski.
 
Mój nowy nabytek, laptop idealnie sprawdza się by pisać posty nawet podczas oglądania filmów w TV :P Z poprzednim miałam problem, bo bateria wystarczyłaby na max 15 minut pisania :/ Czeka mnie realizacja projektu DENKO bardzo dużego. Pewnie parę rzeczy, które zużyłam umknęło mi i nie znajdą się na zdjęciach, ale nadal jest sporo rzeczy. Będzie co pokazać. Teraz już tylko motywacja by się za to zabrać.
 
Jak tylko zrobi się na tyle ciepło by jeździć na rolkach to startujemy na dobre, na kupno rolek namówiłam M. Ale jeszcze nie było okazji do jeżdżenia. Zaczynam znowu regularniej ćwiczyć. Chodakowska przede wszystkim. Jeśli nie spotkam się dziś z M. to zrobie sobie marszobieg i powoli wróce do biegania.
 
Tak pokrótce opisałam niemal wszystko co było do tej pory od ostatniego wpisu. Na pierwszy rzut oka i po przeczytaniu zorientowałam się, że każdy akapit, każda dziedzina i.... M. Czas pokaże co z tego wyjdzie.

sobota, 18 kwietnia 2015

Lazy evening...


Wieczór spędzony na przeglądaniu papierów, gazet, szpargałów. Po to by z samego rana wziąć się za porządki. Weekend spędzam u rodziców, w ubiegłym tygodniu miałam mały remoncik w pokoju, więc wzięłam się za gruntowne odgruzowanie pokoju. Dziś szpargały, jutro ubrania i układanie na meblach. Stawiam na czystość, schludność i minimalizm w swoich poczynaniach.
Minimalizm to sposób na ucieczkę od nadmiaru, jakim żyje dzisiejszy świat: konsumpcjonizmu, przedmiotów materialnych, bałaganu, obowiązków, dystrakcji, hałasu, a nawet długów. Jest sposobem na powstrzymanie się od tego, co nie jest w życiu prawdziwie istotne, po to, by można było skupić się na tym, co dla nas ważne, co nadaje naszemu życiu sens i czyni nas szczęśliwymi” – sumuje Leo Babauta.
Chciałabym przyjeżdżać na weekend po to by wypocząć, by usiąść z kubkiem kawy i nie myśleć, że jeszcze trzeba posprzątać, umyć podłogi czy odkurzyć.  Przyznaje: Jestem chomikiem i bałaganiarą. Jak przyjeżdżam to zawsze jest pełno moich rzeczy w pokoju. Zawsze przywożę jakieś gazety do przejrzenia, angielski, których ani nie czytam ani się nie uczę, kosmetyki, które nietknięte wracają ze mną, ubrania, mimo, że mam szafe u rodziców a w niej ciuchy to zawsze przywożę coś ze sobą. A już tak nie chcę i jutro będę z tym ostro walczyła! Będzie się działo!!! Mam nadzieje, że przy okazji tego sprzątania uda mi się znaleźć wene twórczą na kolejny post, a przede wszystkim zdjęcia. Mam parę pomysłów, jak np. wiosenno –letnia wishlista, kosmetyki, które używam jak tu jestem, sport, który ostatnio uprawiam i powody, dla których to robię. Mam mnóstwo pomysłów, czasami nadmiar energii burzy to wszystko, bo chcę 5 rzeczy naraz robić i w efekcie nie robie nic..

                Jutro  a właściwie już dziś, pomimo porządków, wybieram się do fryzjera na nawilżanie włosów, a popołudniu na spotkanie z D. Ciekawa jestem jak to będzie wyglądało.

sobota, 25 października 2014

Potrzebuję odpoczynku!


To był szalony miesiąc. A dziś od bardzo dawna mogę w spokoju usiąść na moim fotelu z laptopem na kolanach i czytać kolejne inspirujące blogi. Czasami potrzebuje takiego resetu. Mam nadzieje, na wieczorny relaks. Na to, że będę mogła zrobić sobie musli, włączyć film, zapisać rozbiegane myśli na kartce papieru i zrobić coś dla siebie. Choćby miałby to być jedynie pomalowanie paznokci. Potrzebuję tego. Jestem ostatnimi czasy tak zabiegana, zestresowana, że w środę jak musiałam posiedzieć, bo kręgosłup odmawiał współpracy to się zastanawiałam kiedy ostatnio tak robiłam. Nie pamiętam, chyba jak miałam urlop ponad miesiąc temu. A teraz? Teraz wszędzie gdzieś biegam. Do pracy, na studia... Po pracy zawsze coś się znajdzie do zrobienia: a to sprzątanie, a to nauka albo trzeba pójść poprawić recepty do lekarza. Łapię się na tym, że do domu rodziców wpadam na chwilę, robię chaotycznie wszystko na raz i nie mam czasu ani pobiegać ani wyjść z Polą (psem) na spacer. Nie mam na to czasu. Chciałam iść na siłownie, ale nie mam czasu. Ale, ale. Tego przecież chciałam, tak? Chciałam studiować i pracować. Wiedziałam,że konsekwencją tej decyzji będzie brak czasu na cokolwiek. I mi się to podoba, tylko czasami mam ochotę po prostu usiąść i ponicnierobić. 


Podobno lepiej żałować, że się coś zrobiło niż żałować, że się nic nie zrobiło. Cieszę się, że spróbowałam i poszłam na studia, cieszę się, że poszłam na samą anglistykę bez zbędnych dodatków. Gdybym zmieniła zdanie i poszła na etnolingwistykę to bym poległa. Praca plus studia z języka angielskiego to wyzwanie a 3 języki to byłby hardcore.


Jestem zmęczona i źle sypiam, ale nie będę narzekać i odreagowywać swoich emocji na innych. Daję z siebie 200% normy w pracy, na studiach się rozkręcam już do 100%, nie lubię jak mi ktoś utrudnia pracę celowo/niecelowo nie interesuje mnie to, ja mam zrobić swoje. Szanuję pracę innych, ale wymagam, żeby ktoś szanował też to, co ja robię. I nie jestem w stanie robić wszystkiego sama ani wszystkiego na raz. A czasami mam wrażenie, że tak właśnie jest...

sobota, 16 sierpnia 2014

Życie bez glutenu - początki


Szesnasty dzień na diecie bezglutenowej. Nie chce pisać jak się czuje, bo jak napisze, że dobrze to się może zepsuć, a źle nie mogę napisać, bo to jest nie do końca prawdziwa odpowiedź. Muszę dać czas mojemu organizmowi. Jest mi lepiej niż po rzeczach z pszenicą to fakt, ale. No właśnie, ale żeby mieć 1000% pewności, że to jednak gluten jest winien moich dolegliwości musi chyba minąć jeszcze trochę.
Może po kolei. Już w zeszłym roku jak zaczynałam zabawę z lekarzami to moja lekarka rodzinna mi się pytała czy miałam kiedyś celiakie. I to nie dawało mi spokoju, kilka tygodni później zrobiłam jedno badanie, drugie na celiakie i nic nie wykazało. Co prawda pierwsze rzeczy z których zrezygnowałam były typowo pszenne: biały chleb, makaron, panierowane, smażone mięsa. We wszystkich jest spora dawka glutenu. Przełomem był Nowy Rok, jak już nie mogłam nic jeść. Po wszystkim źle się czułam. Jeszcze bardziej zaostrzyłam diet, ale niestety dolegliwości nie ustąpiły. Trochę jestem przyparta do muru z tą dietą, bo już chyba tylko to mi zostało. Wiem, jestem farmaceutką i może nie powinnam tak mówić, ale nasza służba zdrowia kuleje. Zwłaszcza jeśli chodzi o opiekę lekarską. Nie dość, że za gastroskopią i kolonoskopią czeka się dużo czasu, większość badań robiłam prywatnie, ani rodzinna, ani chirurg –gastrolog państwowo, ani gastrolog prywatnie nie zlecali badań typu pasożyty, alergie pokarmowe, Panie Boże o czym ja piszę oni nawet nie dali mi skierowania na badanie krwi podstawowe! Od rodzinnej dostałam skierowanie na USG brzucha, od chirurga – gastrologa na kolono i gastroskopie, a gastrolog prywatnie spławił mnie po 2 wizytach, twierdząc, że to na pewno zespół jelita drażliwego, a jak nadal będzie bolało to proszę przyjść na czczo 5-6 godzin i zrobimy badanie, nawet nie raczył poinformować mnie które. A wypadałoby, ponieważ gastroskopia czy kolonoskopia, każde z nich po ok. 500zł prywatnie. Ostatecznie i tak zostałam przy chirurgu. Na ostatniej wizycie powiedział, że jak to nie pomoże to będziemy myśleć dalej. Chodzę regularnie do niego, co miesiąc. Badanie też miałam szybciej, bo moja ciocia z nim pracuje. Nie ukrywajmy, jakby nie to to badania miałabym najwcześniej pół roku od zapisania się. Jeśli ktoś to czyta, to nie wiem, ale może powinnam iść do niego prywatnie, żeby zaczął porządną diagnostykę? A nie trochę tak na oślep? Jak sądzicie, bo ja już sama nie wiem….
A wracając do głównego tematu: Dieta bezglutenowa. Całe szczęście żyjemy w XXI wieku, wszystko poszło do przodu, mamy dostęp do niemal wszystkiego. Przygotowania do diety rozpoczęłam na klika dni przed rozpoczęciem diety. Przeszłam się po supermarketach w poszukiwaniu jedzenia, po piekarniach, wpadłam do zdrowej żywności, poczytałam w Internecie o tym. Jak mi poszło? Mam w swoim mieście kilka supermarketów. Zacznę od tego, że w : Polomarkecie, Biedronce, Kauflandzie nic nie znajdę. Chyba, że źle szukam albo musiałabym spędzić więcej czasu. Ale wierzcie mi nie to, że nie mam na to czasu, chęci czy nie wiem czego tam jeszcze, nie z lenistwa, po prostu to jest męczarnia, tortura. Ja lubię jedzenie, nie wszystko, ale lubie, więc jak mam iść do takiego Polomarketu i przeglądać moje ulubione rzeczy czy przypadkiem nie ma tam innej mąki niż pszenna i na robić sobie ochoty na te rzeczy to ja dziękuję. Dla mnie to będzie niewyobrażalny ból jak wezmę swoją ukochaną milkę i zobaczę napis: Produkt może zawierać gluten etc., produkt zawiera gluten, albo mąka pszenna w składzie na pierwszym najdalej na drugim miejscu. I ulubiony produkt wraca na półkę a ja choć chciałabym zjeść to nie mogę. Nie chcę się tak katować. Ostatnio moimi supermarketami są: Carreforur (ma dwa regały ze zdrową żywnością), Lidl (mają niektóre produkty bezglutenowe, można też dostać wędliny bez glutenu), Netto (tu jedynie znalazłam parówki i jeszcze jakieś mięso, ale nie jestem mięsożerna aż tak bardzo). Rossmann mnie też miło zaskoczył ( ostatnio kupiłam murzynka, ale jeszcze nie zrobiłam, jest też chleb, jakieś słodycze),natomiast sklep ze zdrową żywnością mnie rozczarował, bo myślałam, że dostanę więcej. Na chleb czekam drugi tydzień;/ W ogóle najgorzej z pieczywem, bo chleb tostowy na początku nie jest smaczny, ale później już lepiej. W ubiegły piątek byłam na spotkaniu z koleżankami w Koninie i będąc w Rossmannie czy Carrefourze zaopatrzyłam się trochę, nie miałam dużo czasu bo byłam z A. Ale za to jej przypomniało się, że w tzw eklerku (sorry, ale nazwa sklepu jest zbyt skomplikowana by ją zapamiętać….) jest dobrze zaopatrzony dział ze zdrową żywnością. I miała racje, dla mnie bezglutenowca to był RAJ! Wszystko, co tylko bym chciała! Kupiłam mąkę gryczaną, bo tylko tam była dostępna. Chleb powszedni, który smakował jak trociny, drożdże sypkie. I tak po ponad tygodniu poszukiwań składników, można było upiec chleb bezglutenowy! Wcześniej jadłam chleb razowy, ale po tygodniu mój żołądek się buntował i już mnie po nim bolał i miałam mdłości. Teraz wciąż szukam idealnego przepisu na bezglutenowy chleb, ale jak to bywa w przypadku diet wszelakich, bułeczki i chleb wieloziarniste były lepsze! Ale nie ma zmiłuj, twardym trzeba być a nie „Miętkim”, więc dwa tygodnie nie jem bułek, może spróbuje bezglutenowych. Od ponad roku, może nawet już półtora roku nie jadłam tostów. Jak będę miała urlop to na pewno spróbuje. Niestety, bez sera (bo to też nie działa na mój brzuch najlepiej), ale z bezglutenową polędwicą i odrobiną keczupu to na pewno. Mam nadzieje, że smażone mi nie zaszkodzi, bo takowe już 8 miesięcy temu odrzuciłam…

Ciężko jest być na tej diecie. Na blogu eksperymentalnie.com przeczytałam, że dla autorki to jest/była największa kara za grzechy, które nie popełniła. Ma racje, też tak czasami czuje. Ile można jeść to samo? Ja jestem na początku diety, więc jeszcze nie wiem na co mogę sobie pozwolić a na co nie. Chodząc po tych sklepach i pytając się np. pań na kasie czy w dziale wędliniarskim miałam wrażenie, że mają mnie za wariatkę. I po którymś z kolei sklepie z takim wrażeniem i odpowiedzią „nie ma”, „pani sobie sprawdzi tam” miałam ochotę płakać. Teraz się zrobiłam trochę cwańsza i jak mam zamiar kupić polędwice to czytam skład każdej napotkanej. Zapamiętuję co gdzie i za ile mogę kupić i czy jest dostępne cały czas czy też na zamówienie, albo trzeba pojechać 30 km jak w przypadku mąki gryczanej. Czasami udaje się coś zamówić w sklepie,  a czasami obejść się smakiem. Wygląda jednak na to, że dieta bezglutenowa będzie kontynuowana (lekarz jak na razie zgodził się na miesiąc próbny, bo przy tej diecie można schudnąć, a ja jestem wystarczająco chuda, mam niedowagę, więc sama nawet boje się i kontroluję, żeby zbytnio nie schudnąć). Przy diecie bezglutenowej u osoby wierzącej, katoliczki nie sposób nie wspomnieć o kwestii takiej jak Komunia święta. Otóż, dla mnie to nie był problem, bo czułam się gorzej po komunikantach w zeszłym roku i zwyczajnie nie przystępuje do Komunii, gorzej z opłatkiem wigilijnym, bo co tu zrobić w Wigilię? Można zamówić u siebie w parafii albo w sklepie internetowym. Znalazłam nawet jeden i  to bardzo dobrze zaopatrzony. Wraca mi wiara, że będąc na diecie nie padnę z głodu;) Wbrew pozorom jest co jeść, tylko czasami trudnodostępne.

środa, 13 sierpnia 2014

W dużym skrócie...

Brak czasu na cokolwiek. Ostatnie dwa tygodnie były masakryczne. Dużo stresu, mało czasu, dodatkowo zaczęłam dietę bezglutenową. Przez ponad tydzień szukałam składników do upieczenia chleba, ale wyszedł mistrzowski;) Zdecydowanie lepszy niż "sklepowy", ale o tym chcę napisać w innym czasie. Mam sporo tematów, o których chciałam tu napisać, ale coś mi nie wychodzi. Dzisiaj też chciałam coś konkretnego napisać, ale wychodzi masło maślane. Prawdę powiedziawszy ze wszystkim jestem do tyłu: z wpisami na blogu, z czytaniem książek i oglądaniem filmów, z angielskim, rosyjskim nawet ze studiami jestem w czarnej d... Tylko nie z dietą i to mnie cieszy, że jestem taka konsekwentna;) Mam w planach napisać tu coś w najbliższych dniach, ale nie wiem kiedy, bo albo jestem w pracy albo padam ze zmęczenia po pracy. Pojutrze jest dzień wolny, ale jutro i w sobote obawiam się, że będę miała masakrę w pracy ;/ Postaram się opisać co u mnie króluje w kuchni od dwóch tygodni. O moich zachwytach dotyczących produktów bezglutenowych, ale też, co jest największą wadą. Nie wiem jak to nazwać, bo wada to może nie jest dobre określenie. Dieta ma swoje minusy, ale to może zależy od miasta, przyzwyczajeń żywieniowych sprzed diety? Liczę,że zrobię to w piątek, najpóźniej w niedziele. Te dwa dni przeznaczam na leniuchowanie, więc chociaż zrobie jedną pożyteczną rzecz i zadbam o bloga:)

środa, 30 kwietnia 2014

Maturo zdaj się sama!


W przerwach od nauki zaglądam na własnego bloga by napisać post. Najbliższe 6 dni tak będzie wyglądać. Mam nadzieję, że nie poddam się w połowie, jednocześnie rzucając wszystko w cholere. A mój misterny plan legnie w gruzach. Po części już legł, bo to inaczej miało wyglądać, ale ja się chyba starzeję. Naprawdę! Nie jestem w stanie przez 5 godzin z małymi przerwami skupić się na nauce. Góra 2 i z pół godziny przerwy, żeby złapać oddech. Uczę się sama w domu plus korepetycje. W poniedziałek, wtorek i środę miałam po dwie godziny korepetycji. A to dzięki temu, że mam urlop w pracy. Od poniedziałku 28 kwietnia do środy 7 maja. To już jest mój wakacyjny urlop. Jeszcze tydzień wzięłam we wrześniu jak dziadek pojedzie do szpitala na jodowanie i po tegorocznym urlopie.


Czasami chciałabym, żeby było jeszcze z miesiąc czasu do tej matury. Ale czasami jednak wole, żeby było to za mną. I to drugie już jest coraz częściej. Co będzie to będzie. Nie jest to dla mnie mega ważny papierek. Ani nie wiadomo co się stanie jak nie będę go miała. Świat się nie zawali. Szkoda mi tylko mojej korepetytorki. Ona się przejmuję moim wynikiem, bo chce, żebym jak najlepiej napisała. Nieistotne co pomyślą np u mnie w pracy. Ja wiem, że powinnam napisać dobrze, ale to nie jest proste taka matura rozszerzona z angielskiego. Wiem jakie postępy zrobiłam. Mam naprawdę duży progres! W Medyku były grupy mieszane, nieważne czy ja miałam angielski a ktoś inny nie. Numery w dzienniku od 1 do 15 pierwsza grupa, od 16 do 31 druga grupa i koniec. Nikt się nie pytał jaki mam poziom wiedzy. Zaczynaliśmy od kolorów i Present Simple, później było ciut trudniej, bo medyczne słówka doszły, ale bez przesady. W na kursie do certyfikatu też górnolotnej angielszczyzny nie było. Nudno było coraz bardziej. Cały czas powtarzanie pytań przez lektora i później odpowiedzi przez kursanta. Ja nie wiedziałam jak mam się zabrać do rozprawki czy opowiadania!! A teraz pisze normalnie (no chyba, że temat dotyczy klonowania...). O transformacji czy tłumaczeniu fragmentów zdań nie było mowy.

A teraz wybaczcie, wracam do rozprawki na temat manipulacji ludźmi przez reklamy:)

czwartek, 27 lutego 2014

O wszystkim i o niczym.....

Tak, to zdecydowanie o mojej maturze rozszerzonej z języka angielskiego. Nie mam na nic czasu. Nauki od groma. Czasu coraz mniej. A nie byłabym sobą gdybym nie zaplanowała co będę robiła PO maturze. Zrobię sobie też intensywne półtora tygodnia przed maturą. Mam wtedy urlop, więc zaszaleje z książkami. Na przełomie kwietnia i maja miało powstać kolejny projekt DENKO, ale wyjątkowo zrobię marzec - kwiecień - maj, bo nie będzie na to czasu. A i mam nadzieje, że w maju 'wypaćkam' sporo ;p W końcu nie będę miała co robić po pracy to powykańczam kosmetyki i wyruszę na poszukiwanie nowych kosmetyków i ciuchów. Ale o tym innym razem, pewnie w jakimś poście pomaturalnym.
Dzisiaj chciałam trochę o tej mojej maturze. Kocham angielski (to słowo ciężko mi przechodzi przez gardło, więc jak już wypowiadam to muszę być tego w 1000% pewna). Gdzieś od połowy liceum ni wyobrażam sobie życia bez tego języka. W ogóle nie biorę pod uwagę faktu, że kiedyś mogę nie mieć z nim do czynienia. Dużo poświęciłam jemu i farmacji. Trochę żałuję,że nie podchodziłam do tej matury wcześniej. Miałabym to już z głowy no i teraz nie kombinowałabym jak koń pod górkę jak połączyć pracę z nauką i nie oszaleć przy tym. Dziś siedzę nad działem człowiek, ale nie wiem co z tego wyjdzie,bo w ogóle nie mogę skupić się na nauce. A powinnam. Nie ze względu na czas,którego jest coraz mniej, ale na fakt, że w sobotę jadę na choinkę i za dużo nie zrobię w weekend. Ehhh, zachciało mi się spełniać marzenia i zaspokajać ambicje to mam za swoje. Jeszcze jutro postaram się wstawić to DENKO, a w środę mam wizytę u lekarza... Wykończe sie, jeszcze wrzodów się nie nabawiłam, ale to kwestia czasu.

niedziela, 26 stycznia 2014

Come back!

Kolejny czas zmian, kolejne moje zmiany. Dlatego też zmiana wyglądu bloga. To jeszcze nie koniec zmian blogowych jak i 'moich' zmian. Początek Nowego Roku nie był dla mnie łaskawy. Koniec zeszłego właściwie też nie. Ale chyba coś we mnie pękło i dlatego tak zaczynam się zmieniać. Mam plany/cele na rok 2014, które chce zrealizować i dążę do tego, chociaż jest ciężko czasami. Przede wszystkim chce skupić się na mojej maturze i ewentualnych studiach i zdrowiu, które szwankuje i utrudnia normalne życie. Chce zapomnieć o tym co było, kto był dla mnie ważny, ale już nie jest. I przestać się łudzić, że kiedyś coś będzie. Chyba nawet już przestałam, tylko potrzebowałam czasu by to zrozumieć. Na szczęście zdałam sobie z tego sprawę i staram się zapominać. Dla mnie to ważne i dobre. Nie mogłam iść na przód i jednocześnie oglądać się w tył. 
Od zeszłego tygodnia weszła w życie nowa forma nauki angielskiego. Zrezygnowałam ze szkoły językowej. Moja korepetytorka odeszła z niej. A ja dostałam nową. Dzień wcześniej zostałam o tym poinformowana. Mimo, że szkoła wiedziała o tym od co najmniej 2 tygodni. Niestety ta okazała się gorsza. Może to złe słowo i krzywdzące wobec tej pani, ale lepiej mi sie uczyło z tą poprzednią. I przeniosłam się do niej na korepetycje prywatne. Jest ok. Robie tyle zadań, że masakra (ale im więcej zadań robie tym lepiej ogarniam dany temat) no i mam więcej zajęć. To też ze względów finansowych mi się opłaciło. Płacąc 200 zł miesięcznie miałam w szkole jedną godzinę tygodniowo, a teraz będę miała dwie godziny tygodniowo i wychodzi mi 280 zł miesięcznie. To jest różnica. I jeszcze przed maturą zwiększymy intensywność zajęć. Myśle, że ostatni tydzień może dwa będę chodziła na 2 godziny co drugi dzień albo inaczej się umówimy. Jak będzie tej dziewczynie pasowało. Mam nadzieje, że te dwa małe cele uda mi sie zrealizować jak najlepiej!! Pozdrawiam z zaśnieżonej i mroźnej Wielkopolski Wschodniej :)

niedziela, 29 grudnia 2013

:)

Czas wrócić na dobre do blogosfery. Długo mnie nie było i teraz nadrabiam zaległości blogowe. Niemal wszystkie blogi, które mam w linka przeczytałam. Zostało mi już niewiele. Pracuje również nad projektem DENKO # 5. Będzie to aż z 4 miesięcy (wrzesień – grudzień). I dlatego podzielę go na dwa posty. Będzie mi łatwiej a i część 2 będzie chyba dłuższa, bo ostatnio co chwilę coś wkładam do torby na puste opakowania! Dzięki temu mam chyba większy porządek w kosmetykach. Wyjątkowo pozbywam się na potęgę. Ostatnio niektóre produkty znalazły też nowych właścicieli. U mnie leżały bezużyteczne a komuś się przydały i jeszcze byli zadowoleni.
                Znowu mi przykro jak patrzę na październik i listopad w archiwum bloga, gdzie tylko po jednej notce napisałam. Mam motywację, żeby tu wrócić. Mam tylko nadzieje, że znajdę czas. Już skończyłam oglądać „BrzydUlę”, ale tak strasznie mi tego brakuję, że aż siłą powstrzymuje się przed rozpoczęciem od nowa. Bardzo polubiłam ten serial. Żaden inny tak fajny nie był. Wczoraj dosłownie pochłonęłam pięć odcinków „Sablewskiej sposób na modę”. Też jest fajny. Teraz czas zabrać się za czytanie lektur! O zgrozo! Lektury nie kojarzą mi się dobrze, raczej nudno a tu siostra zdaje maturę i trzeba pomóc pisać prace z polskiego. Czekamy tylko na zaakceptowanie przez polonistkę bibliografii i wieczory z Lalką (swoją drogą jedyna fajna kolumbryna), Cierpieniami młodego Wertera i coś z Biblii jeszcze było, ale nie pamiętam co dokładnie. Wybierałyśmy te pozycje we wrześniu, więc w natłoku zajęć wyleciało mi z głowy co tam jeszcze było. Z jednej strony chętnie wrócę do Lalki, ale wrócę do niej teraz, na początku roku, a nie w kwietniu. Bo jak wyskoczy mi te dwa tomy pochłonąć w kwietniu to się zdenerwuję, bo mam też swoją maturę.

Przy okazji mojej matury. Ubóstwiam angielski, ale nie wiem czy dam rade. Nie jest to mega trudne. Mam dobrą lektorkę, ale tematy wypracowań są kosmiczne! Przykład: rozprawka na temat wad i zalet procesu klonowania.  Opowiadanie ilustrujące przysłowie : zakazany owoc smakuje najlepiej. Duża liczba słówek do nauki. Mnóstwo gramatyki i wypracowań. Dzisiaj mam nadzieje, że uda mi się jak najprędzej i jak najwięcej ogarnąć angielski i biorę się za DENKAJ Chcę w Nowy Rok wejść z pustą torbą po zużyciach i w ogóle z czystą kartą.

sobota, 30 listopada 2013


Chwilowy brak czasu na cokolwiek, zwłaszcza na blogowanie. Niestety. Ostatnio dużo sie działo: wróciły kłopoty zdrowotne, chodzę na angielski i coraz więcej mam do zrobienia na następne zajęcia, praca i na okrągło tylko praca, ostatnie 3 soboty spędziłam w pracy (inwentura + dwie soboty, które muszę w miesiącu pracować), moje 22. urodziny (z powodu jednego e-maila uśmiechałam się prawie cały dzień;)chociaż to była złudna nadzieja, bo myślałam, że skoro napisał to pociągnie temat, ale do tej pory cisza;/ ) i ostatnio uzależniłam się chyba od oglądania na tvnplayer "Brzyduli" :)

Dzisiaj wpadłam tylko na sekundkę. Ale przy okazji muszę sie pochwalić: zaprenumerowałam Przyjaciółkę i dostałam prezent: 3 kosmetyki oillan balance: żel micelarny, krem do twarzy i żel pod oczy.

niedziela, 29 września 2013

Niedziela

początek niedzielnego relaksu

Całkowicie wolna niedziela. Nawet słoneczna. Wczoraj po pracy spotkałam się z koleżanką z filologii. Ja byłam na angielskiej a ona na niemieckiej. Razem miałyśmy wieczorną siatkówkę, więc razem dojeżdżałyśmy, na zajęcia i z zajęć czasami też. Już od dawna planowałyśmy to spotkanie, ale nie było kiedy. Całkiem miło było. Znam ją od roku. Z czego przez miesiąc widywałam się z nią codziennie, a od listopada dopiero teraz.

                Wracając do dnia dzisiejszego. Zamierzam się skupić tylko na przyjemnościach.
      ü  Projektu DENKO w tym miesiącu nie robie, ale wydatki mus jest podliczyć
      ü  Z nowości: zapisałam się na maturę rozszerzoną z angielskiego, niestety nie wiem czy będę chodziła na kurs przygotowujący czy prywatnie, ale muszę pouczyć się słówek i gramatyki
      ü  Jadę do domu, by wytłumaczyć angielski kuzynce
      ü  A na koniec domowe SPA i lektura czasopism a później ‘Blondynka’ i ‘To nie koniec świata’

Jednakże zanim do tego wszystkiego dojdzie, musze zmierzyć się ze swoją przeszłością, teraźniejszością i poniekąd przyszłością w sferze uczuciowej. Już dawno miałam tutaj o tym napisać, ale teraz to zrobie. Może jak publicznie wyrzucę to z siebie to będzie mi lepiej, lżej?

wtorek, 30 lipca 2013

O wszystkim i o niczym.

Kawa zawsze dodaje mi Powera!:) Co mnie niesamowicie cieszy, gdyż mogę więcej i szybciej zrobić coś:) Teraz chwila odpoczynku. Od rana praca, a po powrocie sprzątanie. Teraz czas na odpoczynek. Mam w planach jeszcze trochę sprzątania, więc siły muszą mi się przydać.

Remont się już dawno zakończył. Zostało mi tylko kupić żarówkę (taką diodową ;P), jedno pudełko ozdobne i to chyba by było na razie tyle z bibelotów do pokoju. Tylko tyle przyszło mi do głowy, ale pewnie coś tam jeszcze się znajdzie. Ten remont trochę mnie zaskoczył. Tzn. chciałam go zrobić, ale nie było wiadomo kiedy, trochę to spontanicznie wszystko wyszło. Miałam nawet wyszukane zdjęcia w internecie i miała powstać o tym notka. I powstanie, bo chce jeszcze kupić te dodatki i w ogóle mój drugi pokój też chce jakoś go odświeżyć. Pewnie nie będę malowała, ale może coś tylko przestawię albo dokupię. Chaotycznie mówię, wiem. Po prostu szukam inspiracji, jakiegoś pomysłu na swoje dwie małe przestrzenie życiowe.

Kosmetycznie u mnie zawsze chaotycznie. Na razie ten podział na grupki, o którym pisałam w poprzedniej notce się sprawdza. Staram się nie kupować (heh...) kosmetyków. Jednak rosmanowa promocja na lakiery maybelline colorama skusiła mnie i do kolekcji lakierów (a niestety mam do nich wielką słabość..) dołączyły kolejne dwa. Jednak na tym myśle, że koniec. Inaczej utonę w morzu balsamów do ciała, żeli pod prysznic, płynów do kąpieli, niezliczonych próbek i wielu innych kosmetyków. Jedyne przed czym się nie powstrzymam i kupię jest to Biała Perła System wybielający 10dni. Cudów nie oczekuję, ale liczę, że jakieś efekty będą i przy okazji nie podrażni mi dziąseł. Jutro powinny być, a jak nie to zamówię w innej aptece. Pudełka do projektu DENKO #4 dzielnie zbieram. Szału na razie nie ma. Ale tak pomyślałam, żeby zrobić sobie miesiąc dla urody. Pooczyszczam i ponawilżam skórę a i przy okazji pewnie parę pustych pudełek do DENKA wpadnie ;p

Ostatni czas obfitował również w przeczytane książki. Aż 4. Biorąc pod uwagę czas, a właściwie jego brak to dużo. Recenzje  pojawią się wkrótce. Niestety jedna z bibliotek z których często korzystam jest jeszcze w trakcie przeprowadzki do innego lokum i piętrzą mi się książki do oddania, tym bardziej, że zawsze wypożyczam także dziadkowi historyczne książki. Bodajże do końca kwietnia była czynna i zwiększyli limit książek (normalnie jest max 5 na miesiąc, przy dobrych stosunkach z paniami z biblioteki i regularnych oddawaniach więcej) . Skorzystałam z okazji i wypożyczyłam sporo, a teraz niecierpliwie czekam aż je oddam (albo odwiozę, bo mi przenieśli bibliotekę w drugi kąt miasta, a z taką ilością książek nie zamierzam biegać...).

Chyba na tym zakończę dzisiaj. Jeszcze trochę pracy przede mną.

piątek, 19 lipca 2013

Remont

Witam:) Moja nieobecność w blogosferze tym razem była spowodowana remontem. Różnica kolosalna. Przeciągnęło się to w czasie oczywiście. Nawet teraz, pisząc, robie porządek w kosmetykach. Chociaż mam wrażenie, że to się nie da zrobić. Trochę podzieliłam kosmetyki na 5 grup:
  1. Na wannie: Szampon, olejek do mycia ciała,  płyn-krem do higieny intymnej...
  2. Używane aktualnie: lakier do włosów, odżywka, wszystko do zębów....
  3. Podręczne: krem do twarzy, lakiery, balsamy do ciała....
  4. Podręczne, ale w torbie: krem do rąk, krem Bambiono, woda termalna
  5. szafka: wszystko, czego aktualnie nie używam lub rzadko używam, czyli: zapasy wszystkiego:P
To tylko przykłady rzeczy, które umieściłam w poszczególnych grupach.
 Chwilowo to by było wszystko. Cos poprzestawiałam na klawiaturze i mam trudności w pisaniu

piątek, 28 czerwca 2013

W biegu...

Jutro moja sobota pracująca. Jak na razie lipcowe i sierpniowe soboty zapowiadają się świetnie. Jednak co z tego wyjdzie nie wiem. Urlop mam w ostatnim tygodniu sierpnia, więc soboty wtedy nie będę miała, długiego weekendu brać też nie chciałam (jeszcze nikt nie chciał XD ) i mam nadzieje, że nie okaże się, że będę musiała iść 17.08 do pracy. Co prawda ta sama sytuacja była z Bożym Ciałem, też miałam wolne, ale za to nie miałam długiego weekendu majowego. Zobaczymy jak to wszystko się potoczy.

Od kwietnia mam manie kontrolowania wydatków, zwłaszcza na punkcie kosmetycznych zakupów. Co oczywiście nie sprawia, że mniej ich kupuję. Chyba wręcz przeciwnie, ale przynajmniej teraz będę wiedziała czy moje wydatki maleją czy wzrastają. Za krótko kontroluję, żeby móc w pełni to ocenić. I nie wszystko udaje mi się wyłapać. Kosmetyki jeszcze tak, ale takie bardzo bieżące sprawy już niekoniecznie.

czwartek, 20 czerwca 2013

Chaos

Chaos w życiu, chaos w pokoju. A może powinnam powiedzieć burdel w pokoju. Nie wiem, co się dzieje ze mną ostatnimi czasy. Już pisałam, że raz jest ok, a zaraz przeciwnie. Nic mi się nie chce, nie mam siły nic robić. Mam wrażenie, że mnie to wszystko przerasta.

Chociaż w niedziele próbowałam uporządkować swój chaos życiowy. Poukładać jakoś moje życie osobiste. Czy mi się to udało? Hmm na to potrzeba więcej niż jeden wieczór, jeden spacer...

Dzisiaj jeszcze angielski. OMG! Ale nie byłam we wtorek i w czwartek, więc dzisiaj muszę iść. Muszę się zmobilizować do tego angielskiego potężnie, mam sporo kserówek z gramatyką i chociaż to muszę ogarnąć.

Chaos kosmetyczny też mnie nie ominął. Mam nowe próbki, które chcę przetestować i na pewno jakaś notka się tutaj pojawi jak tylko zrzucę je na laptopa. To samo ze zużyciami. Jednak te będą dopiero koniec czerwca początek lipca, więc pewnie za ok tygodnia.

Czas zacząć rozprawiać się z chaosem życiowym i pokojowym ;P


P. S. Przeczytałam też kilka książek, więc o tym też coś napiszę:)

niedziela, 2 czerwca 2013

Relaks:)

Wczorajszy i przedwczorajszy dzień były tak szalone, że nie miałam czasu nic napisać. a chciałam zrobić projekt DENKO #3 Zrobię go na dniach. Życie mi lekko przyśpieszyło. Chyba ze względu na pracę i dużo rzeczy na głowie. We wtorek miałam kontrole drogową o północy, w centrum miasta. A co. Środa to teksańska masakra piłą mechaniczną, aż mówić się nie chce. Wiadomo czwartek Boże Ciało to trochę zwolniłam, ale w piątek znowu praca i kolejna spora dawka obowiązków,ale jakoś inaczej, lżej. I wczoraj. Oczywiście kontrola drogowa, jakżeby inaczej. Tylko tym razem władza chciała mandat mi dać za nie zatrzymanie się na stopie. Tylko nie wiem z jakiej przyczyny, bo ja zatrzymuję się na KAŻDYM stopie, KAŻDEJ strzałce i na KAŻDYM czerwonym świetle. Nawet miałam kupić sobie naklejke ostrzegawczą dla kierowców za mną, że taka przepisowa jestem. I nie moja wina,że stoją w krzakach i nie widzą. Na szczęście 'uznali moją rację'. Nosz kurczątko. Masakrycznie się wczoraj wkurzyłam. Za to wieczorem miałam 18-stkę siostry. I zdałam sobie sprawę, że już jestem "starszą panią":P
A teraz relaks. Kawka, ciacho, laptop i Wasze blogi. Muszę ogarnąć to trochę, bo znowu chochlik się wkradł i mam mały zamęt. A że miałam nowy system wgrywany na swoim laptopie to na ojcowskim laptopie jest dosłownie wszystko.

niedziela, 26 maja 2013

Przemyślenia

Jak dotąd maj jest miesiącem totalnie zakręconym, innym od pozostałych. Trochę na wariackich papierach wszystko się dzieje. Jest też miesiącem spotkań, ważnych dla mnie wydarzeń. Jestem coraz bardziej zagubiona w tym wszystkim. Ale po kolei, bo nie było mnie tu od 3 tygodni.

  • staż - to jest dla mnie temat rzeka. W jednej chwili stałam się technikiem za pierwszym stołem. Nie powiem, wszystko było na wariackich papierach. Stałam za pierwszym stołem, rozkładałam leki, sprawdzałam towar, sprzątałam, zajmowałam się recepturą, robiłam nadgodziny. Wszystko działo się szybko. Skład był okrojony, pacjentów coraz więcej. Czasami sił nie miałam, przychodziłam do domu i zasypiałam w fotelu. Nie powiem lubie tak (no, może bez tych nadgodzin, ale za to jak coś się dzieje). Szef przyjął dwie nowe osoby, a na tym nie koniec. I piękny sen prysł, wróciła szara rzeczywistość. A w niej: towar, towar, towar, receptura i sprzątanie. Czasami na ten towar patrzeć nie mogę. Choć z drugiej strony wiem, co przyszło i dziewczyny jak szukają czegoś to od razu im daję lub pomagam szukać, ale jednak dodatkowo kontakt z pacjentem jest też dla mnie ważny. W ciągu ostatniego tygodnia za pierwszym stołem stanęłam 2 razy. Z czego za pierwszym na chwilunię, za drugim trochę dłużej. Lubie to, co robie, prace w aptece, a mimo wszytko też mam chwilę, że chętnie bym trzasnęła to wszystko i poszła w diabły. 
  • angielski - przeszłam na  poziom w drodze do certyfikatu. Cieszę się, ale jednocześnie żałuję, bo to strasznie wolno idzie. Nie chce ciągnąć jednocześnie pracy, certyfikatu i ewentualnych studiów. Jednak nie wycofam się,o nie! Lubie angielski tak samo jak farmacje. Tylko mam coraz mniej czasu. Czekam na rozpoczęcie tej  5 jak na zbawienie ze względu na konwersacje, pisanie, czytanie, słuchanie. To do mnie bardziej przemawia niż pytanie- odpowiedź. Co do studiów to nadal się zastanawiam, waham czy teraz czy za rok, 2? 
  • spotkania ze znajomymi - Oj teraz miałam dwa poważne, jedno w planach nie wypaliło. Pierwsze miałam 3 maja z częścią klasy licealnej. Miło było ich zobaczyć, ale to już nie to samo, co było kiedyś.  Nie ma już o czym rozmawiać, już tylko słuchałam. To już inny świat, inni ludzie. Kontakty tylko okazjonalne i nie ze wszystkimi. A co to jest życzenia urodzinowe, świąteczne i raz na ruski rok przelotne spotkanie czy wiadomość co u Ciebie? To nic. Każdy ma swoje życie. Później miałam się spotkać z D. (!), sama to zaproponowała (!!). Nie rozumiem tej dziewczyny. Kontakt mamy marny, jak ja napiszę to odpisze. Ale akurat chciałam wiedzieć coś więcej o tym spotkaniu klasowym i wydawałoby się, że kto może więcej wiedzieć jak nie ona. Skarbnik klasy. Więc myślałam,że coś więcej od I. się dowiedziała. No to ja kretynka do potęgi n-tej napisałam do niej, czy coś wie. Ona,że nie, nie idzie i ją to nie interesuje w ogóle. Ok, ale sama zaproponowała, żebyśmy wyskoczyły na piwo w weekend majowy. Ja do niej napisałam jeszcze dzień wcześniej, żeby dowiedzieć się o szczegóły, a ona na to, że jednak nie, bo sie pokłóciła z rodziną i wraca do Pzn. Ok, rozumiem. Ale jak na relacje z pokłóconą rodziną to z siostrami i siostrzenicą na fb kontakt ciepły ma, co widać w komentarzach. Mimo, że się sparzyłam, nadenerwowałam, nawkurzałam, to żałuję, że ta 'przyjaźń' nie przetrwała. Ale jak widać tylko ja chciałam coś w tej sytuacji zrobić. Nie wiem, czy w ogole warto to ruszać. Ale jestem na etapie w swoim życiu, że chcę wiedzieć co poszło nie tak, dlaczego. Nabieram odwagi też, żeby przyznać się do swoich błędów. Trzecie spotkanie, które wypaliło i było najfajniejsze to z A. i M. z Medyka. Cudownie było! Nagadałyśmy się, co nie miara. Zeszłyśmy pół miasta. Wygadałyśmy się, wyśmiałyśmy i powygłupiałyśmy:)) Wiecej takich chwil:)
Tak w dużym skrócie to wygląda. Chociaż jest jedna rzecz, osoba właściwie, J.. Tylko nie wiem, co ja czuje. I tu jest problem. 

niedziela, 5 maja 2013

Zmiany

Dzisiaj weszłam na moje dwa dawne blogi na onecie. Trochę się tam zmieniło. Bez mojej wiedzy. Już nie potrafiłabym się tam odnaleźć. Na początku lipca minie rok od mojego blogowania tutaj i jestem szczęśliwa,że w odpowiednim momencie onetowych zmian tu przyszłam. Jednak nie o tym, bo nie minął jeszcze rok nie czas na podsumowania. Weszłam na swoje onetowe blogi, żeby sprawdzić, czy część życia, którą tam zostawiłam  nie przepadła już w internetowy niebyt. Nie, nie przepadła. A ja miałam okazję przejrzeć notki,które tam wstawiałam. Niektóre rzeczy jakby wydarzyły się wczoraj! Nawet jak spojrzałam na datę to nie mogłam uwierzyć, że to nie było rok temu a dwa lata temu! Margolka pisała w notce kolejny roczek o zmianie w pisaniu. U siebie też to zauważyłam. Pewnie jest to też spowodowane tym, że teraz nie chodzę do szkoły, bo dużo było o tym, że się uczę albo o pierdołach szkolnych. Teraz też jest o pierdołach, alezinnej dziedziny mojego życia. Zmieniam się cały czas ja i to,co się dzieje wokół mnie. Czasami jak patrzę na archiwum bloga (spojrzałam też na onetowych!) i widze marzec (1), kwiecień (1) to mi żal,że tak zaniedbuję to miejsce. Nie piszę tu, bo muszę, tylko dlatego, że chcę. Jest to pewien rodzaj terapii, a czasami (tak jak teraz) mogę napisać to, co czuję a nie powiem najbliższej rodzinie czy znajomym. Jest mnóstwo takich spraw, a czasami nie mam słów,żeby to opisać. Albo mam i już chcę coś napisać, ale boję się Waszej opinii. W każdym razie ewoluuję. I chyba czas się tu pojawiać coraz częściej:)