niedziela, 4 stycznia 2015

2015

               
 Witam Was w kolejnym dniu Nowego Roku. Wiele nadziei z nim wiąże jak również z lekkim zaskoczeniem spoglądam na to co w moim życiu wydarzyło się w ubiegłym roku. Nie wszystko, zwłaszcza te bardzo osobiste rzeczy nie były umieszczane na blogu. Czasem nie było czasu, a czasem słów by to wszystko opisać tak żeby oddać to co było. 2014 miałam wrażenie jakby minął bardzo szybko, ale jak tak teraz siedzę i w pamiętniku podsumowuję najważniejsze rzeczy, przeglądam posty na blogu to był naprawdę długi rok. Tak w skrócie co się działo? Moje zdrowie, które pozostawia nadal wiele do życzenia, przejście na dietę bezglutenową, detoks kosmetyczny, matura i studia, sport. Dla mnie rok pełen wrażeń: pozytywnych, negatywnych, wiele łez i radości.. Mam nadzieje, że2015 będzie równie dobry, a pod niektórymi względami nawet lepszy.



Moje zdrowie, dieta i sport
                Na moje zdrowie najlepszy wpływ miały (oprócz leków): dieta bezglutenowa, sport i redukcja stresu (im bliżej końca roku tym było go więcej). Na początku ubiegłego roku byłam chyba w najgorszym stanie od półtora roku. Moje jedzenie stanowiły kanapki, parówki  i na przemian ryby, drób i drób z ryżem. Wszystko lekko przyprawione. A i tak źle się czułam. Później było trochę lepiej. A na diecie bezglutenowej jeszcze lepiej. Zaczęłam jeść banany, jabłka, marchewki, przyprawy, ostatnio nawet hot-dog i pizza! Po półtora roku zjadłam pierwszy raz chipsy, po roku makarony. Nawet zupę krem z pomidorów wcinam! Ostatnio coś się popsuło. Obawiam się, że to stres spowodował pogorszenie. W okresie lipiec – wrzesień jeździłam na rolkach. Po kilka – kilkanaście kilometrów kilka razy w tygodniu.  Parę razy się przebiegłam. Ale rolki wygrały. I też poczułam się dobrze. Trochę łagodziły emocje. Po prostu taki reset: rolki, słuchawki i nic więcej nie istniało.



Detoks kosmetyczny i projekty DENKO
                Sprawdziły się idealnie. Mam mniej kosmetyków, mniej wydaję i więcej zużywam. Nic tylko same plusy. Zdarzą mi się czasami jakieś grzeszki, ale komu się nie zdarzają? Ale generalnie jestem zadowolona. Robie swoje własne podsumowania ile na co wydaje miesięcznie i pod względem kosmetycznych wydatków jest naprawdę nieźle. Przed końcem roku udało mi się zrobić zdjęcia moich kosmetyków by sprawdzić jak przez ostatnie 4 miesiące wyglądało moje zużycie i czy coś istotnego dokupiłam. Owszem zakupy były, ale w granicach rozsądku i na zdjęciach mogę zaobserwować zarówno mniejsze ilości jak i rotacje, więc jest dobrze.


Matura i studia
                Przygotowania do matury i sama matura to był gorący czas. Korki, nauka – przed pracą, po pracy. I tylko 43%. Mimo wszystko dostałam się na filologie angielską na wydziale anglistyki UAM z Poznaniu. Zaocznie. Tak jak chciałam. Tylko nie wiem jak długo się utrzymam. Trafiłam do grupy amerykańskiej (chciałam do brytyjskiej. Wykładowca już mi dwa razy zwracał uwagę, że powiedziałam coś z brytyjskim akcentem, a nie amerykańskim.) Męczę się z tym. Poza tym mam taką pisemną wymowę i za bardzo po polsku mówie: głównie ubezdźwięczniam b, d, g, ale walczę z tym i już tylko jak się zapomnę to mi nie wyjdzie.  Dodatkowo gościu utrudnia zaliczenie. Ostatnio dostałam maila: słychać poprawę, ale jakby jeszcze trochę szybciej mogła mówić .I nie zaliczył! A im bardziej on mówi jeszcze raz proszę powtórzyć tym większy mam stres, że źle powiem i rzeczywiście gorzej mi wychodzi. Paranoja. Teraz mam znowu zaliczenie, nie wiem czy mi zaliczy i dlatego nie wiem jak to wyjdzie dalej z tymi studiami. Bo nie widze sensu bym stale płakała, stresowała się, siedziała nad tym by on mnie oblewał… Co wyjdzie zobaczymy. Cholernie bardzo bym nie chciała rezygnować, ale obawiam się, że mogę nie mieć wyboru. Tylko obawiam się, że już do angielskiego nigdy więcej nie wrócę i zapomnę wszystko.


                Tak minął mój rok: zdrowie, angielski, walka z chomikarstwem kosmetycznym i praca. Nie opisuje jak to moje dziecko się rozwija, związek bo tego nie mam. Nie piszę też o takich codziennych sytuacjach, bo wydają mi się zbyt banalne. A może czas zacząć? Może tego powinnam sobie życzyć? By przełamać się i otworzyć na nowe? Zacząć pisać o codzienności? O tym co mnie otacza, co wkurza i cieszy? Życzę sobie i Wam by ten rok był lepszy pod względem zdrowia, sukcesów w pracy i by sytuacja na studiach się wyklarowała… Szczęśliwego 2015J

czwartek, 27 listopada 2014

Krótka przerwa + moja grupa i studia

         Mała przerwa w pisaniu assigments na wykłady ze wstępu do językoznawstwa i na ćwiczenia z fonetyki i fonologii oraz post quiz na te ćwiczenia.  A wieczorem pre quiz też na te ćwiczenia. 

         Mam jakiś problem z organizacją. Już chyba jest lepiej, ale początki były ciężkie. Jeżeli uda mi się zrobić to, co założyłam sobie na zrobić na ten tydzień to będę naprawdę zadowolona, bo to by oznaczało, że mam połowę (może nawet większą połowę) z głowy. Ina następny tydzień zostanie mi tylko najgorsze - historia literatury angielskiej. Z której mam zaliczenie na semestr pierwszy... Jak to szybko minęło. W ostatni weekend miałam 4 zjazd, co oznacza, że następny to 1/3 mojego pierwszego roku! I jak na razie nie mogę narzekać przynajmniej na grupę.

        Jest nas około 15 osób. Wiadomo, są grupki. Ale nie ma tak, że część jest za przełożeniem czegoś a część nie. Chcemy coś od wykładowcy, ustalamy wcześniej i jedna osoba zagaduje. Udało mi się dogadać z 3 dziewczynami, a właściwie z 2 tak bardziej. Robimy razem te quizy, assignment jak któraś zrobi to podaje dalej, gdzie można znaleźć jakieś wskazówki do napisania tego. Teraz historia literatury angielskiej B. ma dobre notatki - podeśle, M. zrobi quiz, bo razem z nami nie da rada, bo idzie na nocną zmiane (robimy test ok 21 - 22) zrobi wcześniej i podeśle. Ja mam na ten tydzień 32 zwroty łacińskie do opracowania. Ostatnio B. pisałam jedno zdanie jako topic sentence na PNJA writing. Naprawdę fajnie mi się trafiło.

       Nawet nie jest tak ciężko połączyć to z pracą. Po pracy nauka, uzupełnianie notatek... W wolnym czasie jakieś większe prace domowe. Generalnie mam jeden dzień wolny w ciągu tych dwóch tygodni między zjazdami. Jest to niedziela. Dużo robie, w sobote popołudniu i jak wracam ok 15 to już też jest czas, żeby coś zrobić. Brak czasu na cokolwiek innego. Niektórzy nie mogą zrozumieć, że praca+studia+ nauka są czasochłonne. Może ja naprawdę jestem niezorganizowana? Chyba czas, żeby zacząć bardzo blisko współpracować z moim kalendarzem.

      I coś jeszcze. Od wtorku wieczorem do dzisiaj rano nie miałam komputera. Efekt: lista leków, które mogę polecić pacjentom, ogarnięte notatki z gramatyki, pisania oraz fonetyki i fonologii.

wtorek, 11 listopada 2014

W dniu urodzin najbardziej dziękuje facebookowi - pamięta za wszystkich znajomych!

Przysięgam, że bawi mnie facebook w dniu moich urodzin!!Dzisiaj FB miałam w drugiej zakładce i już po godzinie miałam 2 życzenia. Mam 50 na chwilę obecną z czego kilka od osób, które nawet głupiego cześć na ulicy mi nie mówią! Zastanawiałam się czy nie zablokować przypomnienia o urodzinach, nawet przyblokowałam, ale odblokowałam. W tak dobijający dzień (nie lubie urodzin, życzeń składanych bo trzeba) trzeba się z czegoś pośmiać. W tym roku i tak jest nieźle, zazwyczaj było tak, że prawie połowa osób składających życzenia w realu nie zna lub udaje, że Cie nie zna. Także, jest postęp. Na niektóre życzenia bardzo liczyłam i nie zawiodłam się (dziękuję J., R. i S. i nie wiem który z nich bardziej mnie zadziwił życzeniami), a na niektórych liczyłam i zawiodłam się (no, to powinna być już kwestia przyzwyczajenia - D.), jednak lepsze były czasy gdy FB nie przypominał a telefon mimo to stale brzęczał. Szkoda, że te czasy minęły.
Dzisiaj trochę podsumowań i rozliczeń dokonałam. Czego sobie życzę? Pracy, pracy i samych  5.0 na zaliczeniach na studiach. Aa i zdrowia, bo to bardzo istotne.

Książkę zakupiłam na WA UAM za 15 zł, przeczytam ok czerwca, a kosmetyki na rossmannowej promocji 1+1
Laurka od mojej I. :) w środku życzenia

Plus kwiat i słodycze od odważnych, bo jak to moja kuzynka M. stwierdziła, nie wiadomo co mi kupić. Prawda, ja czasami do niej chodzę z własnym kubkiem z kawą z mlekiem...